okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 4/2019 >> Wolność, radość, zwycięstwo!

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Na finiszu >> Bajew-ów 2-óch


Wolność, radość, zwycięstwo!

Przemysław Bajew
 
Nie lubię rano wstawać, jeśli nie muszę. Bywa, że nie chcę, bywa, że nie mogę. Nie mogę najczęściej wtedy, gdy nie muszę. Gdy zaś muszę, to mogę, ale nie chcę. Myślę wówczas, czy gdybym mógł nie wstawać, nie wstawałbym? Na szczęście rano myśli porządkują się dosyć szybko, ludzka maszyna po chwili pracy na pół gwizdka osiąga pełne obroty i szykuje tryby do walki, gorączkowo rozważając wszelkie warianty przebiegu dnia. Opcja, żeby nie wstawać i schować się pod kołdrą, przed tak naprawdę sobą, odpada definitywnie. Tup, tup, tup! Idę do łazienki, wchodzę... Jednak nie wchodzę. Córka weszła wcześniej, a „makijażing” i „fryzuring” do szkoły wyżej w gradacji stoją niż zajęcia, którymi para się ojciec, ten sam, który przede chwilą płakał w poduszkę, zanudzając ją swymi pseudodylematami. Gdybym wstał od razu, to ja mizdrzyłbym się w środku przed lustrem, a córeczka po drugiej stronie kąsałaby bezradnie zamek w drzwiach za pomocą widelca, spinki, depilatora i końcówki od mopa. Słowem: determinacja, na jaką rano mnie, niestety, nie stać. Zazdroszczę. Tup, tup, tup! Kuchnia. Przestałem się bać grzechocącego ekspresu. Kiedyś kojarzył mi się ze szkolnym stomatologiem. Te stare „bormaszynki” jakoś tak przeraźliwie grzechotały, że w fotelu czułem się jak kręgiel na torze, w którego stronę zmierza ogromna kula i niezawodnie trafi. Teraz są inne czasy, u stomatologa można oglądać filmy, przetykane reklamami: „Jedz jabłka, rób pompki, będziesz miał zdrowe ząbki!”. Filmy tak nudne, jak dzisiejszy poranek. Ale przecież nie zawsze tak bywa. Wystarczy, że w planach mam rower. O matko moja, cóż ja wtedy wyczyniam! Wieczorem smaruję łańcuch. Dwa razy. Pierwszy raz z pośpiechem, a drugi po wyczyszczeniu pierwszego, bo uświadamiam sobie, że łańcuch był brudny, a takie smarowanie bardziej szkodzi, niż pomaga. Rower trzymam w suszarni. Za pół godziny wracam z powrotem, bo zapomniałem zmierzyć ciśnienie. 117 na 79. Jest OK, tylko, że bardziej chodziło mi o powietrze w oponach. Pompka działa na te obie wartości. Przychodzi sąsiadka z praniem. Niestety, ta ładna. Muszę się czym prędzej wycofać, bo na rowerowej adrenalinie gotów jestem powiedzieć coś głupiego. Parę lat temu urodę pani Karoliny, mojej dentystki, porównałem w nerwach do urody Matki Boskiej, czego do dziś się wstydzę i za co ją z tego miejsca serdecznie przepraszam oraz pozdrawiam. Niech pani „bormaszynka” grzechoce całe życie! Wracając do gorączki wyjazdowej, kolejkę do łazienki zajmuję o godzinie 22 dnia poprzedniego i sprawdzam do rana średnio co półtorej godziny. Wreszcie wstaję na dobre. Nawet wiem, gdzie mam skarpetki, a nigdy nie wiem. Odpieram ataki narzędzi domowych forsujących łazienkowe drzwi, znoszę cierpliwie, że akurat w tym momencie córeczka tatusia kocha mniej. Potem wpadam do kuchni i wypuszczam z klatki grzechotnika, zmuszając go dwoma przyciskami do przyrządzenia espresso. Mam wszystko pod kontrolą. O tabletkach na prostatę nie muszę pamiętać, bo jeszcze nie biorę. W czasie śniadania złożonego wyłącznie z suchego musli, obłęd we mnie narasta. Muszę ponownie skorzystać z toalety, ale nadziewam się na kontrę. Za drzwiami postukują wszelkie imponderabilia ukochanej córci. Hymn o miłości poszedł w zapomnienie, robi się starotestamentowo. Szybka decyzja, pół godziny nie dam rady. Wkładam bidon do koszyka, banana w kieszeń i dwuzłotówkę dla babci klozetowej. Otwieram drzwi, wychodzę. Tak, mam to! Wolność, radość, zwycięstwo! 
 
Przemysław Bajew – jeździ na rowerze długo i dużo. Zwiedza świat przeważnie na czas, ale nie są mu obce leniwe przejażdżki. Pasjonat muzyki, książek i filozofii. Refleksje spod kasku snuje nieustannie. Pracuje i mieszka z rodziną w Puławach.