okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 4/2019 >> Ósme urodziny w drodze

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Korespondencja >> Wietnam i Kambodża, część II


Ósme urodziny w drodze

Adela Tarkowska
Targ wodny w Cần Thơ
Do Wietnamu wjeżdżamy przez niezwykle spokojne przejście w Xa Mát. Pod nogami szwendają się kury, pieją koguty, terkoczą traktory, a miejscowi przepychają swoje załadowane wózki pod lekko uniesionym szlabanem. 
 
Za granicą droga wiedzie przez zielone pola ryżowe, po których brodzą bawoły wodne. Jest bardzo upalnie. W poszukiwaniu cienia zatrzymujemy się przy straganie z pomarańczami. Sprzedawczyni natychmiast przystawia nam krzesełka i mały stolik, abyśmy mogli odpocząć. Chwilę później zagaduje nas mężczyzna, który zaprasza na obiad. Po południu niebo robi się sine i nagle zaczyna lać tak, że droga w kilka chwil zmienia się w nieprzejezdną rzekę. Sezon deszczowy rozpoczęty! Wszyscy w panice szukają schronienia. Ci, którzy mają bliżej do domu, gnają na skuterach z powiewającymi plastikowymi pelerynami i reklamówkami na głowach. Zajeżdżamy pod zardzewiały daszek, pod który co chwilę dojeżdżają ostatni maruderzy. Ruch ustaje całkowicie. Stoimy z grupką mężczyzn wpatrzeni w strugi wody lejące się z dachu. Gdy tylko deszcz ustaje, motorki ruszają w te pędy, aby zdążyć przed kolejną falą ulewy. Nie wiemy, co ze sobą począć. Na szczęście pojawia się właścicielka przybytku, który okazuje się być piekarnią i kurnikiem zarazem. Dostajemy pozwolenie na nocleg w środku. Przesuwamy klatki z kogutami, zmywamy z podłogi ptasie odchody i rozbijamy namiot za piekarnianymi piecami. Więcej nam do szczęścia nie trzeba. 
W Tây Ninh ruch drogowy wzmaga się znacznie. Szeroką ulicą płynie głośna rzeka motorków, przeciskająca się pomiędzy samochodami, ciężarówkami i traktorami. Poboczem jadą obwoźni sprzedawcy na wysłużonych rowerach, w typowych, wietnamskich, słomkowych kapeluszach. Hałas i chaos są niesamowite. Nigdy nie doświadczyłam takiego rejwachu. Wracam wspomnieniami do Egiptu i ulic Kairu, które teraz jawią się jako ostoja spokoju. Na środku drogi pojawia się wóz zaprzężony w dwa woły, które idą niespiesznie. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Adela Tarkowska i Krzysztof Józefowski