okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 4/2019 >> Jak w raju!

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Korespondencja >> Nowa Kaledonia: Île des Pins


Jak w raju!

Szymon Rzeźwicki
Baie de Kuto i Baie Kanumera – to właśnie dla takich widoków przyjeżdża się na Île des Pins
Nowa Kaledonia to miejsce mało znane. Ja również do niedawna nie miałem pojęcia, gdzie umiejscowić ów obszar na mapie świata. To wyspa leżąca gdzieś pomiędzy Papuą Nową Gwineą a Nową Zelandią, wyspa całkiem duża, bo wielkości nieco większej niż województwo małopolskie. Dlaczego tak rzadko zdajemy sobie sprawę z jej istnienia? Bo nie jest odrębnym krajem i jakoś nie obiła nam się o uszy ta nazwa podczas nauki państw świata? 
 
Nowa Kaledonia jest francuskim terytorium zamorskim, czyli –nie owijając w bawełnę – byłą kolonią. Dlatego też na wyspie od razu czuje się francuskie wpływy. Ma to swoje dobre strony! Popularne we Francji formy spędzania wolnego czasu również i tutaj są praktykowane. Można biwakować pod namiotem, a główne drogi mają asfalt dobrej jakości. A jak drogi dobre, to i… rower. 
Trafiliśmy na wyspę w ramach naszej podróży po Południowym Pacyfiku i było to pierwsze miejsce, do którego dotarliśmy. Pomysł, by popedałować na antypodach choć troszkę, bardzo nam się spodobał. Teraz wiem, że jazda na rowerze w scenerii lazurowych zatok i palm kokosowych to naprawdę wspaniała rzecz!
Nowa Kaledonia składa się z głównej wyspy, zwanej również Nową Kaledonią lub z francuskiego Grande Terre, oraz z kilku grup wysepek, rozrzuconych około stu kilometrów od wybrzeży tej głównej. Grande Terre, główny ląd Nowej Kaledonii, to w dużej mierze wciąż terra incognita – oba przewodniki, które mieliśmy, pisały tylko o czołowych atrakcjach, resztę wyspy ukrywając pod określeniem tribu, czyli obszarów plemiennych Kanaków (to rdzenni mieszkańcy Nowej Kaledonii, pochodzenia melanezyjskiego). Wyglądało na to, że albo zobaczymy to, co najsłynniejsze, albo musimy wypożyczyć samochód, by zawitać do każdego zakątka wyspy. Oczywiście, kusiła nas opcja rowerowa i objazd z sakwami – dobrze wiedzieliśmy, że z takich podróży pamięta się najwięcej. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Szymon Rzeźwiecki