okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Kto komu kibicuje

nowości

SPD klasycznie

Ci, którym nie w smak sportowe, plastikowe i ekstrawaganckie modele, znajdą w ofercie włoskiego producenta prawdziwą perełkę, jeśli... »

Minimalistyczny i dynamometryczny

Klucze dynamometryczne zwykle są na tyle duże, że nie da się ich zabrać ze sobą w podróż. Niemiecka marka Topeak znalazła jednak na to... »

Truskaweczka

Polska marka Martombike zaprezentowała w kolekcji na 2019 rok damską, bardzo dopasowaną koszulkę kolarską z delikatnym, ale wyraźnym... »

Elektroniczna dwunastka „Campy”

Campagnolo – włoski producent osprzętu do rowerów szosowych wprowadza w końcu elektroniczny wariant swojej topowej, 12-rzędowej... »

Siodełko dedykowane

Rozbawił mnie jeden z producentów siodełek rowerowych – znana i szanowana marka San Marco, która zaprezentowała siodełko... »

Panzerna wkładka

Na polskim rynku pojawiła się właśnie hiszpańska marka Panzer, specjalizująca się w produkcji elastycznych wkładek do opon. Produkt... »

poradniki

Świadoma jazda

Obok lampki i dzwonka to najczęściej montowany element na kierownicy roweru. Wskaże prędkość, przejechany dystans i niekiedy nawet drogę do... »

Jak efektywnie wykorzystać wspomaganie

Pamiętamy, jak to było, gdy uczyliśmy się jazdy na rowerze. Jedni wcześniej, inni później, ale wszyscy zaczynaliśmy z podobnymi... »

Korespondencja >> Jordania i Izrael


Kto komu kibicuje

Piotr Płończak, Witold Chabrowski
Petra, starożytne miasto w Jordanii
Groźne pasmo skalistych gór, majaczące w lekkiej mgle gdzieś na horyzoncie, nie dawało o sobie zapomnieć. Pedałując w listopadzie po izraelskiej stronie Morza Martwego, wiedzieliśmy już, dokąd pojedziemy na kolejną wyprawę. Góry Jordanii – tajemnica, wyzwanie, obietnica przygody… Jak już je zobaczysz, zostają w głowie. Rowerowy imperatyw. Lecimy w marcu, w sześciu. Komandor, Witos, Piter, Grześ, Kuba i Marian. 
 
Na lotnisku Ovda 30 stopni. Ciepły, suchy wiatr. Bezchmurne, popołudniowe niebo. Zapach pustyni jest obietnicą przygody. A może tylko tak nam się wydaje – piasek przecież nie pachnie. Pod przejście graniczne w Ejlacie przybywamy busem już po zmroku. Zwalamy kartony z rowerami na wózki i ruszamy na, jak się za chwilę okaże, biurokratyczną ścieżkę zdrowia. Oprócz nas nie ma prawie nikogo. Krok pierwszy to zakup biletu wyjazdowego czy raczej wyjściowego, bo ruch tylko pieszy – 100 szekli od łebka. W drugim okienku trzeba ten bilet oddać i odebrać biały kartonik. Kolejne okienka, kontrola paszportowa, sprawdzanie kartoników. Idziemy kilkaset metrów prawie po ciemku przez strefę niczyją.
Łomocząca wózkowa karawana wybudza z letargu jordańskiego żołnierza. Przestraszony pokazuje, żeby się zatrzymać. Szybka zbiórka kilkunastu funkcjonariuszy w różnych mundurach. Panowie są życzliwi, ale muszą odbyć burzliwą naradę, co i jak. Zapadają pierwsze decyzje – bagaże do prześwietlenia. Targamy cały ten rowerowo-kartonowy majdan do małego pomieszczenia i przepychamy przez wąski rentgen. Spoceni przechodzimy do kolejnej fazy – dokumentacja. Do wypełnienia ważny kwit ze szczegółowymi danymi całej grupy, dalej pieczątki, opłata wjazdowa, zdjęcie do kamery, skanowanie paszportów. W końcu tabor rusza do ostatniego szlabanu. Żołnierze kontrolują paszporty. Brakuje jednego, gdzieś się zapodział w tym zamieszaniu. Dzielimy się zadaniami i próbujemy go znaleźć. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Piotr Płończak, Witold Chabrowski