okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 3/2019 >> Jedziemy razem, współpracujemy pod wiatr

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Na szlaku >> Bałkany - 9 krajów na raz i na lekko


Jedziemy razem, współpracujemy pod wiatr

Rafał Buczek
Zachód słońca w Dubrowniku był przepięknym zakończeniem długiego dnia jazdy
Od pewnego czasu kolekcjonuję państwa. Według moich kryteriów wystarczy, że postawię nogę na terenie jakiegoś kraju, a jest on zaliczony. Ocenę tego działania otwarcie pozostawiam Czytelnikowi, a tymczasem mam pytanie: gdzie najbliżej Polski jest największe zagęszczenie niepodległych państw? Odpowiedź jest prosta: Bałkany.
 
Bikepacking czy sakwy? Znacie mnie już trochę… Jadę tak lekko, jak to tylko możliwe. Założenie jest takie, że jeśli akurat w okolicy mojego planowanego noclegu trafi się przyjemny hostel, będę spał pod dachem. Już nawet nie samo łóżko jest dla mnie istotne, ale prysznic. Jadąc w temperaturze 36 stopni w cieniu przez cały dzień, pod wieczór naprawdę marzę tylko o tym, by wejść pod lodowatą wodę. Wypłukać ubrania z nagromadzonej soli i przebrać się w odzież biwakową. A noclegi na Bałkanach (nie licząc horrendalnie drogiej Chorwacji) są naprawdę ekonomicznie akceptowalne. Mimo to, wziąłem ze sobą ultralekki jednoosobowy namiot, pompowany materac i lekką puchową kołderkę. Kuchnię sobie darowałem, zakładając, że w tak wysokich temperaturach i tak nie będę miał ochoty na gorące jedzenie. 
Jechałem sam, więc wieczorami w namiocie mogłoby być nudno, dlatego dorzuciłem jeszcze czytnik e-booków z założeniem nadrobienia zaległości bibliofilskich. W czasie wyjazdu wałkowałem lekturę „Tools of Titans” Timothy’ego Ferrissa – polecam z czystym sumieniem. 
26 lipca byłem gotów i z Warszawy wyleciałem do Splitu. W głowie miałem jedno: nacieszyć się nowym rowerem, odpocząć od codziennych obowiązków oraz uwolnić się od przytłaczającej mnie sytuacji, w którą wplątałem się, nie wiedzieć w jaki sposób i kiedy… Ot, założenie podobne do tych, zasłyszanych od wielu innych osób, które samotnie ruszają rowerem na dwa tygodnie. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Rafał Buczek