okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 3/2019 >> Osiołkowi w żłoby dano

poradniki

Rowerem do pracy

Ulica, praca, a po drodze lotna premia zwieńczona kawą. Tak wygląda codzienność wielu z nas. Ta może być jednak jeszcze lepsza dzięki lekkiej... »

Na szlaku >> Wielkopolska: Wronki, Oborniki i okolice


Osiołkowi w żłoby dano

Marek Rokita
Typowy obrazek na trasie pokolejowej w pobliżu Obornik
Kiedy nowy odcinek trasy rowerowej otwierają w Małopolsce, na nikim nie robi to już szczególnego wrażenia. Co innego w Wielkopolsce, która o podobnych inwestycjach może tylko pomarzyć. Może dlatego oddanie do użytku zaledwie 12 kilometrów asfaltowej „ścieżki rowerowej” w okolicach Obornik wywołało tyle emocji.
 
Emocji różnych – od niebiańskich zachwytów do świętego oburzenia. Początkowo dominowały te pozytywne, ale wtedy na jaw wyszły nowe fakty i barierki zasłoniły oczy niejednemu komentatorowi rowerowej rzeczywistości. Takie dla bezpieczeństwa stawiane barierki to dziś ulubiony przedmiot ataków cyklohejterów, nic więc dziwnego, że gdy tylko zdjęcia obornickich konstrukcji obiegły sieć, skupili się oni na stalowych pałąkach, dzielnie strzegących rowerzystów przed wypadnięciem z torów. Większość owych krytykantów – do których sam się zaliczałem – nigdy nie przejechała tej trasy, ani nawet nie widziała jej na własne oczy. Oto wystarczający powód do odwiedzenia doliny Warty między Obornikami a Obrzyckiem. Dobrze wyrobić sobie zdanie na własnym doświadczeniu, a poza tym każdy pretekst do spędzenia dnia na rowerowym siodełku jest dobry. A nawet znakomity. 
Dzień zapowiadał się słonecznie, ale też bardzo wietrznie. I właśnie z powodu zapowiadanego silnego wiatru postanowiłem rozpocząć wycieczkę trochę – przynajmniej z mojego punktu widzenia – nielogicznie. Lubię ruszać spod tych drzwi, które otwieram najczęściej. Tym razem – żeby wiało w plecy – w tym miejscu jazdę zakończę, a jej początek nastąpi przed dworcem kolejowym we Wronkach, mieście nieprzesadnie pięknym, niezbyt zabytkowym, położonym nad Wartą, ale nawet z jej przeciwległego brzegu wyglądającym niespecjalnie zachwycająco. Zwłaszcza w połowie lutego, gdy sine chmury nie pozwalają na dłużej wyjść zza siebie nieśmiałemu słońcu. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 

 



Zdjęcie: Marek Rokita