okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2 (12)/2009 >> Rower jest jego wybawieniem

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Zasłyszane odkopane >> do redakcji


Rower jest jego wybawieniem

 

Rodolfo de Freitas Galassi od pięciu lat zwiedza swój kraj, podróżując rowerem. Właśnie objechał Brazylię po raz piąty.
Za nim już ponad 100 tysięcy kilometrów. Na rowerowym siodełku spędza prawie każdy dzień. Od lat z około czterdziestokilogramowym bagażem, z nieodłącznym hamakiem, zeszytem ze zbieranymi na posterunkach policji pieczątkami i z teczką z artykułami na swój temat.
– Pewnego dnia wsiadłem na rower. Tak jadę do teraz – opowiada 25-letni rowerzysta. Jego rowerowa historia miała jednak tragiczny początek, a do wyruszenia w drogę skłoniły go traumatyczne przeżycia z dzieciństwa. Szybko opuszczony przez rodziców, wychowywał się na ulicy, wędrując od faweli do faweli São Paulo. Marzył, by odzyskać rodzinę, więc kiedy dowiedział się, że jego matka zamieszkała 1000 kilometrów od metropolii, starym rowerem wyruszył w swoją pierwszą rowerową podróż. – Matka nie dała wiary, że mogłem przejechać rowerem taki szmat drogi. Zadrwiła, że skoro mi się udało, z pewnością starczy mi też sił na powrót do São Paulo
– opowiada. Rozgoryczony ruszył więc w drogę powrotną. W São Paulo znowu wylądowałby na ulicy, a jedyną od niej ucieczką wydawał się właśnie rower.
Pedałował dzień, tydzień, miesiąc. Dojechał do Rio de Janeiro, a potem do kolejnych stanów. Coraz dalej na północ, aż za równik, a potem z powrotem na południe. Po wielu miesiącach wrócił do São Paulo, ale szybko stwierdził, że to nie koniec jego podróży. Okrążył Brazylię po raz kolejny i za każdym razem, kiedy wracał do rodzinnego miasta, decydował się na kolejną wyprawę.
Pięć okrążeń wokół Brazylii, odwiedzone wszystkie stany oprócz Amapy, dokąd można dotrzeć tylko rzeką, jeden zużyty i trzy skradzione rowery, setki przebitych dętek – to bilans jego kilkuletniej podróży.
„Mieszkaniec São Paulo jest na dobrej drodze do zdobycia tytułu największego turysty rowerowego Brazylii” – donosił amazoński dziennik „Em Tempo”, przypominając, że Rodolfowi, który przejechał dotąd 104 tysiące kilometrów, do rekordu brakuje „zaledwie” 30 tysięcy.
Jednak Galassi stał się ofiarą kolejnego napadu. Stracił nie tylko spory bagaż, ale także rower. Miał jednak szczęście, bo w Manaus jedna z miejscowych fabryk podarowała mu nowy pojazd. Rzeką Madeira Galassi popłynął statkiem, jednak aż do Porto Velho na południu Amazonii, choć już od wcześniejszych portów prowadziły asfaltowe drogi.
Rodolfo o wiele roztropniej planuje teraz trasę, bo nie jeździ już sam. Wraz z nim podróż kontynuuje, spotkana w Rio de Janeiro, 23-letnia Mulatka. Łączy ich zamiłowanie do rowerów i… niewesoła przeszłość. Wychowującą się w skrajnej biedzie Leticię de Santos matka nieraz namawiała do prostytucji. Leticia nie zastanawiała się więc długo, kiedy Rodolfo opowiedział jej swoją historię. Od roku razem przemierzają Brazylię, dziennie pokonując od 100 do 200 kilometrów. Wkrótce zamierzają po raz pierwszy opuścić swój kraj i dojechać do Urugwaju, a potem Paragwaju, Argentyny, Chile. Może nawet dojadą do Kolumbii.
Kiedy zakończy się ta podróż? – Moim marzeniem jest wystąpić w programie telewizyjnym, w którym poproszę o dom, bez którego żyję od dwudziestu lat – odpowiada Rodolfo.
– Może znajdzie się ktoś, kto da mi dach nad głową. Dla mnie i mojej rodziny. Wtedy się zatrzymam. Żeby moje dzieci nie musiały mieszkać na rowerze.

Mirosław Wlekły z Brazylii