okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 3/2019 >> Jak tak można?

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Na finiszu >> Bajew-ów 2-óch


Jak tak można?

Sławomir Bajew
 
O tym, jak się umawiamy i nie dotrzymujemy słowa, bo najpierw widzi nam się, że mamy ochotę na spotkanie, a na koniec okazuje się, że niekoniecznie. I co z tym zrobić? Już podjechałem pod jego dom. Żeby się nie spóźnić, wstałem o wpół do szóstej rano. Mam już przejechane ponad 20 kilometrów, jakie dzielą miejsca naszego zamieszkania. Dzwonię. Zamknięte. Słyszę ujadającego Buca. To jego pies. Niemożliwe, żeby pan Buca się nie obudził w tym jazgocie. Sięgam po telefon. Dzwonię. Wyłączony abonent lub niedostępny. W sumie, czy to nie wszystko jedno w tej sytuacji? Miał być piękny rowerowy wypad, cudowny dzień. Na razie jest żyła, gul i brzydkie wyrazy. Miotam się jeszcze kilkanaście minut i rezygnuję. Trudno, pojadę sam. 
No i jadę niby sam, a jednak z nim. Z tym, który mnie wyrolował. Wieszam na nim Buca i jego kolegów. No, jak tak można? Zadaję sobie to pytanie i zadaję. Mielę je, międlę, żuję niczym podeszwę starego gumowca. Miał być relaks, jest spinka. Oj, wcale nie trzeba ze sobą zabierać radia, żeby w głowie grało i szumiało. Pomijając aspekt praktyczny przy dojazdach do pracy, w dużej mierze moje jeżdżenie na rowerze ma charakter relaksacyjny. Lubię to, to mnie odpręża. Z takim zamiarem kilka dni temu umówiliśmy się z kolegą na wycieczkę. On też to lubi i też go odpręża. A do tego jeszcze, jak się dzisiaj rano okazało, dopisała pogoda. Po kilku byle jakich pochmurnych i wietrznych dniach pełna klara. Jest kilkanaście minut po godzinie ósmej. Perspektywa pogodowo-czasowa zacna, a mnie telepie. Ale relaks! Pewnie gdybym miał komuś coś doradzić, bez zastanowienia rzekłbym, żeby wyluzował. Uwielbiam proste rozwiązania. Wyluzuj zatem, próbuję się przekonywać, ale nic z tego. Pod kaskiem gotuję się okrutnie. Jakiś amok i złość mnie ogarnęły.
Jadę zaplanowaną trasą w kierunku Puszczy Zielonki, gdzie mieliśmy odwiedzić wspólnych znajomych. Właściwie to już jestem na jej obrzeżach. Pięknie tu jest, jednak ledwo to dostrzegam. Mógł chociaż dać znać, że coś mu wypadło w ostatniej chwili. Nie szarpałbym się z tym rannym wstawaniem i zasuwaniem, żeby zdążyć na czas. Czuję się wkurzony i oszukany. A przyroda w swoim majestacie obojętnie szumi mi, że moje nerwy są tu nie na miejscu. 
A może coś mu się stało? Nie, to niemożliwe! No to może komuś z jego rodziny? No tak, to możliwe! Udręki rosną. Może jednak z nim coś nie tak? Ja tu myśli o nim niewybredne snuję, a on tam pomocy oczekuje albo, co gorsza, już nie oczekuje. Jakaś paranoja mnie ogarnia. Zawracam. W tempie prawie dwa razy szybszym pokonuję drogę pod jego dom. Dzwonię. Buc, jak ujadał, tak ujada. Telefon nadal wyłączony. Co robić? Co robić? Kiedyś chyba miałem numer jego żony. Dzwonię. Po kilkunastu sygnałach włącza się poczta głosowa. Jeszcze nie zdążyłem zaplanować następnego kroku, jak wyświetlił się komunikat, że abonent, do którego dzwoniłem, jest już w zasięgu. No to wiem przynajmniej, że żyje. Dzwonię. Zajęty. Pewnie dzwoni do mnie. Buc ujada. Dzwonię domofonem. Buc potęguje szczekanie. Wewnątrz domu żadnych ruchów. Odzywa się moja komórka. – Sorry, Misiu, jesteś u mnie? – trochę mnie zamurowało. Jestem przyzwyczajony, że mnie tak nazywa, ale w tej okoliczności brzmi jakoś podejrzanie. – Jestem – cedzę przez zęby. Intuicja podpowiada mi, że w tle tej historii czai się wróg publiczny nr 1 w Polsce, czyli alkohol. Miałem rację. Całej historii wybełkotanej przez kolegę nie przytoczę. W chwili, gdy zbierałem się do kontrataku i focha, przypomniałem sobie moje wpadki z niedotrzymywaniem słowa. Odpuściłem i ruszyłem przez puszczę do wspólnie wcześniej obranego celu. Wszyscy już tam na mnie czekali. 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.