okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 3/2019 >> Rowerozofia stosowana

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Na finiszu >> Bajew-ów 2-óch


Rowerozofia stosowana

Przemysław Bajew
 
Kiedyś podczas jednej z wielu moich samotnych górskich wycieczek po pograniczu spotkałem kolarza z przytwierdzonym do kierownicy radyjkiem, które dość głośno porykiwało w niezidentyfikowanym języku. Wokół cisza, nikogo nie widziałem od kilku godzin, a tu masz, takie coś! No trudno – pomyślałem – najwyżej niedźwiedziowi będzie łatwiej go namierzyć i... Nie, że mi nie było szkoda człowieka, którego słowacki miś pewnie w końcu dopadł i ukarał, bo jestem jak nasz Słowacki w „Beniowskim”: „Jeżeli gryzę co – to sercem gryzę”. I z sympatią! – dorzucę od siebie do wieszcza. 
Ale zastanawiam się, po co wozić tego rodzaju gadżety? Mało nam powszednich obciążeń, naszych codziennych stresów, egzystencjalnych łamigłówek, wszystkiego, co nam potrafi doskwierać, a z czym musimy się przecież zmierzyć? Cenne, czasem jedyne chwile, kiedy możemy pobyć sam na sam ze swoim życiem, mamy załgać hałasem? I czego się dowiemy? Że margaryna chroni przed zawałem, że nie bądź łoś, ubezpiecz się, że kumulacja i trzeba zagrać, że Legia v. Górnik 2: 0, że dobra ciocia, to ciocia używająca płynu do ust, a na Śląsku tak wiało, aż się przewrócił transport z nieludzko tanim winem? I po co nam ta wiedza? Ja też na przykład raz powoli i spokojnie zwiedzam kontemplując krajobrazy, raz jadąc gadam non stop i nie pamiętam, którędy i jak jechałem. A raz znowu nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nie mówię, niczym trzy małpki ze znanego japońskiego przysłowia. Ale nawet przez chwilę i w żadnym przypadku nie pomyślałem, żeby przetrawiać informacje pochodzące z dalszej odległości niż to miejsce pod kaskiem. A nie mam tam radia, tylko mózg. Dla mnie wszystkie przejażdżki muszą mieć jedną wspólną cechę: reset. Nic tak nie oczyszcza głowy jak tlen, który wpada z wiatrem do płuc, z płuc do krwi, stamtąd do gruczołów dokrewnych, które potem zalewają nas hormonami o właściwościach „terapeutyczno-leczniczych”. W szczegóły się nie zagłębiam, ponieważ dawniej głąbem będąc, z lekcji biologii nie wynosiłem zbyt wiele, a obecnie życzyłbym sobie uniknięcia kompromitacji, zresztą nie tylko w tej dziedzinie. 
Wsiadajmy zatem na rower w poszukiwaniu wolności (to już moja obsesja!), a nie ustawicznego męczącego szumu. Na ten sam rower zabierajmy swoje rozterki, a nie te, którymi medialny bełkot chciałby się z nami podzielić. Nie dajmy sobie narzucić tła, na którym każdy nasz wybór będzie wartościowany. Sami sobie malujmy tło – czy to lasem, czy wodą, górami, pustynią. I tam mierzmy się z życiem. Rower to naprawdę potężny oręż w ręku filozofa, a filozofia to potężna broń w rękach rowerzysty! 
 
Przemysław Bajew – jeździ na rowerze długo i dużo. Zwiedza świat przeważnie na czas, ale nie są mu obce leniwe przejażdżki. Pasjonat muzyki, książek i filozofii. Refleksje spod kasku snuje nieustannie. Pracuje i mieszka z rodziną w Puławach.