okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 3/2019 >> Najpierw rower, potem praca

poradniki

Palcem po mapie

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak zagubienie podczas wycieczki rowerowej jest w stanie zburzyć radość, którą czerpiemy z jazdy.... »

Od drewna do karbonu

Nie ulega wątpliwości, że koło to jeden z najistotniejszych wynalazków ludzkości. Od tysięcy lat znajduje zastosowanie niemal we... »

Styl życia >> Mikołaj Konior


Najpierw rower, potem praca

Z Mikołajem Koniorem, po jego powrocie z samotnej półrocznej wyprawy z Wietnamu do Polski, rozmawia Jakub Terakowski
Spotkanie z pakistańskimi chłopcami na zjeździe spod Fairy Meadows, w tle Nanga Parbat
Kiedy wróciłeś?
– Pod koniec sierpnia.

A skąd?
– Z Wietnamu.

Co tam robiłeś?
– Poleciałem do Ho Chi Minh City, aby wrócić stamtąd do Polski. Właściwie tylko po to.

Ładne mi tylko...
– Wracałem na rowerze – przez Azję Południowo-Wschodnią, Indie i Nepal, Azję Centralną, Karakorum i Pamir Highway, uzbeckie i kazachskie pustynie, promem przez Morze Kaspijskie do Baku, Azerbejdżanu i Gruzji, promem do Burgas, skąd przez Bułgarię, Rumunię, Ukrainę przyjechałem do Polski. Pół roku, 15 000 kilometrów, 18 państw.

Skąd pomysł na taką wyprawę?
– O rowerowej wyprawie do Azji myślałem od dawna. Ciężko pracowałem na studiach i przed pierwszym stałym zatrudnieniem postanowiłem zrealizować marzenia. To był ostatni, optymalny moment, zarówno ze względu na czas, którym wtedy dysponowałem, jak i pogodę. Wyruszając w lutym, wyprzedziłem bowiem azjatyckie monsuny, a kończąc w sierpniu, dogoniłem europejskie lato.

A dlaczego właśnie Azja i rower?
– Rower, bo jeżdżę dużo, chętnie i od zawsze – po górach i na szosie. Natomiast Azja, bo można wygodnie tam pojechać lub stamtąd wrócić – nie trzeba latać ani pływać, to de facto jeden kontynent z Europą. Początkowo zamierzałem wybrać się do Pekinu, ale szczegółowo planując trasę, zorientowałem się, że korzystniejszy będzie kierunek przeciwny i nieco inna droga. Można też powiedzieć, że celem wyprawy był mój dom rodzinny w Bielsku-Białej. A to wyraźniejszy punkt na mapie niż jakikolwiek inny i mobilizujący jak żaden; bo jadąc „gdzieś”, łatwiej zrezygnować po drodze, niż zmierzając do domu. Ten psychologiczny wymiar też mógł mieć znaczenie, ale nie przeżywałem szczególnych kryzysów na trasie, tudzież chwil zniechęcenia wymagających wsparcia.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: archiwum Mikołaja Koniora