okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 3/2019 >> Poczet pionierów

poradniki

Rowerem do pracy

Ulica, praca, a po drodze lotna premia zwieńczona kawą. Tak wygląda codzienność wielu z nas. Ta może być jednak jeszcze lepsza dzięki lekkiej... »

Styl życia >> historia turystyki rowerowej - część II


Poczet pionierów

Piotr Ejsmont
Czescy cykliści na zbiórce
Kontynuuję moją opowieść o początkach turystyki rowerowej, która ponad 100 lat temu postrzegana była jako zajęcie bardzo ryzykowne i wyczerpujące. Dróg często nie było, hotele i gastronomia dopiero raczkowały, a nieliczne warsztaty rowerowe zmagały się z ciężkimi jak wór kamieni jednośladami.
 
Już wiemy, z czym borykali się pierwsi rowerowi turyści, dlaczego podejmowali się często niebezpiecznych wyzwań, igrając z życiem i zdrowiem. Prześledźmy losy kolejnych, tych najbardziej utytułowanych.
Frank Lenz. Jego rodzice pochodzili z Badenii-Wirtembergii, skąd wyemigrowali do USA. Frank urodził się w 1867 roku w Filadelfii. Kiedy był jeszcze dzieckiem, ojciec zmarł, a matka ponownie wyszła za mąż za niemieckiego emigranta Williama Lenza. Frank odkrył rower w wieku 17 lat. W 1889 roku wybrał się na wycieczkę z Pensylwanii do Nowego Jorku, rok później do Saint Louis, a jakiś czas potem do Chicago. Podróże zawsze starannie dokumentował – robił zdjęcia i pisał relacje, które wysyłał do magazynu „Outing”. 
Ameryka szybko stała się dla niego za mała i 15 maja 1892 roku wyruszył na wyprawę dookoła świata na rowerze safety bicycle, wyposażonym w ostre koło, siodełko na sprężynach i tylny błotnik. Bicykl miał oryginalne przednie widełki w postaci dwóch ramion: jednego prostego, drugiego zakręconego, co przyczyniało się do jego lepszej amortyzacji. Z tyłu Frank wiózł utwardzony worek na rzeczy, a na plecach miał plecak z aparatem fotograficznym. Był uzbrojony w rewolwer oraz łuk ze strzałami. Razem z bagażami rower ważył 50 kilogramów. 
Podróżnik najpierw przejechał wzdłuż Amerykę. Po 107 dniach jazdy i pokonaniu 7382 kilometrów dotarł do San Francisco. Zaokrętował się na statek i w połowie listopada dopłynął do Japonii. Przebył trasę z Jokohamy do Nagasaki i ponownie wsiadł na statek, którym popłynął do Szanghaju. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Źródło: "Století cyklistyky"