okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2019 >> Góry, jeziora, góry

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Szwajcaria


Góry, jeziora, góry

Anita Demianowicz
W mieście Thun ze wzgórza, na którym stoi XII-wieczny zamek, rozciąga się piękna panorama na miasto i płynącą przez nie rzekę o tej samej nazwie
Szwajcaria to malownicze jeziora i odbijające się w ich taflach majestatyczne góry. To szwajcarskie zegarki, scyzoryki i ser z dziurami. Szwajcaria to jednak także genialne trasy rowerowe, które wiodą przez urokliwe miasteczka i zachwycają spektakularnymi, górskimi krajobrazami.
 
Obok Niemiec, Włoch, Francji i Austrii, również Szwajcarię zalicza się do krajów alpejskich. Alpy zajmują południową, południowo-zachodnią oraz wschodnią część kraju. Formalnie kraj nie ma stolicy, ponieważ składa się z 26 kantonów, z których każdy stanowi jakby oddzielne państwo. Oficjalnie jednak funkcję centrum politycznego federacji pełni Berno, w którym siedzibę ma rząd. Kantony leżące w części alpejskiej są nieco mniej zaludnione, za to bardziej nastawione na turystykę.
W drodze czasami gubiłam się z językami. Jeden kraj, a obowiązują ich aż cztery: niemiecki, francuski, włoski oraz język retoromański (romansz), którym posługuje się zaledwie pół procent populacji i który jest używany głównie w Gryzonii. Dominuje jednak niemiecki na wschód od Berna i francuski na zachód od stolicy. 
Do Nyonu dojeżdżam pociągiem z Zurychu i tu zaczyna się moja wyprawa rowerowa. Od pierwszego przystanku na trasie, miasteczka Morges, dzieli mnie zaledwie półtorej godziny jazdy. Trasa nie jest wymagająca.
Jadę wzdłuż Jeziora Genewskiego i czuję, że żyję. Pogoda dopisuje, a że jest sobotnie popołudnie, plaże pełne są ludzi, którzy piknikują, grillują, odpoczywają i korzystają z wolnego od pracy popołudnia. Dołączam na trochę do nich po godzinie jazdy i rozkładam się nad brzegiem w cieniu drzewa. Wpatruję się w spokojną toń wody i próbuję wypatrzyć góry, które mimo słonecznej pogody ukrywają się w oparach nieprzejrzystego powietrza.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Anita Demianowicz