okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2019 >> Poczet pionierów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> historia turystyki rowerowej - część I


Poczet pionierów

Piotr Ejsmont
Syn Napoleona III na rowerowej wycieczce z synem konstruktora rowerów Michaux
Uprawianie turystyki rowerowej ponad 100 lat temu postrzegano jako zajęcie bardzo ryzykowne i wyczerpujące. Dróg często nie było, hotele i gastronomia dopiero raczkowały, a nieliczne warsztaty rowerowe zmagały się z ciężkimi jak wór kamieni jednośladami. 
 
Jakby tego było mało światem wstrząsały liczne wojny, poszczególne kraje w Europie oddzielone były granicami, na których trzeba było płacić kaucję za wjazd rowerem. W wielu zakątkach globu grasowały bandy zbójców albo hordy psów, do tego rowerzystę nie wszędzie witano z otwartymi rękoma. Nic dziwnego, że należało wyposażyć się nie tylko w ubrania, żywność, zapasowe części do roweru, ale także w takie przedmioty jak bacik do odganiania psów, a jeszcze lepiej pistolet i co najmniej nóż do obrony. Uczestnik jednego z pierwszych wyścigów Giro d’Italia Michele Robotti co prawda turystą nie był, ale woził ze sobą pokaźny nóż, który nazywał narzędziem przeciw niesprawiedliwości, bo – jak mówił – różnie to w drodze bywa. 
Początkowo pierwsi cykliści realizowali swe rowerowe pasje w miejskich parkach. Szybko jednak odkryli, że rowerem można wyjechać za miasto i pokonywać coraz dłuższe odcinki. Koniec XIX wieku był początkiem rozwoju różnych form turystyki. Poznawano okolice poprzez wędrówki piesze, konne, kolejowe. W odróżnieniu od konia, w jeden dzień dalej można było dojechać na rowerze. Koń męczył się po około 35 kilometrach, na rowerze jeździec pedałował dopóki sił starczyło mu w nogach. Pierwsze kluby rowerowe w historii miały na celu zbiorowe wyjazdy za miasto na wspólne pikniki. Bardziej aktywne organizowały takie wyjazdy co miesiąc, a nawet co tydzień. Wkrótce wykształciła się grupa cyklistów, którzy chcieli jechać jak najszybciej i jak najdalej. Interesowała ich tylko rywalizacja, a nie piękne krajobrazy. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Rys. Jacques Seray „Deux Roues”, wyd. Rouergue, 1988