okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Ciułamy kilometr za kilometrem

nowości

Kierownica na wypasie

Controltech to najwyższa półka wśród producentów części rowerowych, marka specjalizująca się w produkcji kierownic,... »

Spokojna głowa (rodzica)

W ofercie niemieckiej marki Uvex znajdziecie wiele ciekawych kasków, ale naszą uwagę zwrócił model Quatro Junior – kask o... »

Angi zadzwoni

Od kwietnia 2018 roku w każdym nowym samochodzie sprzedawanym w Unii Europejskiej obowiązkowo musi być zamontowany system eCall, który w... »

Koszulka z bąbelkami?

Uniwersalny podkoszulek średniej grubości, który zapewnia ciepło i doskonale odprowadza wilgoć, zapewne nie znalazłby miejsca na łamach... »

Licznik inaczej

Cat-eye zaprezentował zwykły, bezprzewodowy licznik, za to w niezwykłej formie. Licznik jest zintegrowany z uchwytem, zajmuje mało miejsca,... »

Pompka nożna

Stalowe konstrukcje do pompowania opon, które królowały na bazarach w latach 90., widuje się coraz rzadziej, ale SKS uważa, że... »

poradniki

Jak je wyprostować

Z pewnością nieraz zastanawialiście się, dlaczego koła w Waszych jednośladach się krzywią i czy da się je wyprostować w warunkach... »

Po zmroku

Choć używamy ich przez cały rok, to właśnie w okresie jesienno-zimowym mają do wykonania największą robotę. Lampki rowerowe prowadzą nas... »

Na szlaku >> Ukraina


Ciułamy kilometr za kilometrem

Joanna Chmara
W Synewyrskiej Polanie można podziwiać piękne przykłady miejscowego budownictwa drewnianego
Gdybym miała w kilku słowach opisać nasz rowerowy wypad na Ukrainę, chyba najtrafniejszym określeniem byłby „powrót do dzieciństwa”. Przez niespełna dwa tygodnie czuliśmy się niczym na wakacjach u babci na wsi. Od rana do późnego wieczoru byliśmy na dworze, zajadaliśmy się krówkami i kanapkami z kremem czekoladowym i przemierzaliśmy krainę zielonych pastwisk i górskich wioseczek, gdzie nikomu nigdzie się nie spieszy.
 
Ukrainę jako cel podróży wybieramy z dwóch prozaicznych powodów. Po pierwsze, nigdy tam nie byliśmy. Po drugie, jest stosunkowo blisko (bezpośrednie połączenie z Gdańska do Przemyśla, mimo że nie do końca przystosowane do przewozu rowerów, umożliwia nam szybkie rozpoczęcie przygody, bez zbędnych logistycznych kombinacji). Po trzynastu godzinach podróży i biwaku na polach za Przemyślem ruszamy w stronę przejścia granicznego w Medyce, które bez żadnych problemów przekraczamy w jakieś dziesięć minut. Na horyzoncie połyskują kopuły cerkwi, słońce grzeje, a my suniemy sobie radośnie płaską i gładziutką krajówką aż do Mościsk. Tam zatrzymujemy się obok przyciągającej wzrok, pięknej, niebieskiej cerkwi, przed którą znajduje się pomnik ofiar Euromajdanu.
Po krótkiej przerwie ruszamy dalej, nieco bardziej „ukraińską” szosą w stronę Sambora, zdobywając pierwsze szlify w konkurencji, którą będziemy trenować przez najbliższe dni: slalomie między dziurami. W Starym Samborze zatrzymujemy się na obiad w przydrożnym barze, gdzie przy jednym z przykrytych ceratą stolików siedzi grupka miejscowych żołnierzy. Zapytana o coś bezmięsnego, babuszka za ladą proponuje mi ziemniaki, buraczki i jajko sadzone – czuję się jak na piątkowym obiedzie u babci, a za obiad i kawę (również taką, jak u babci) płacę chyba 25 hrywien, czyli około trzech złotych.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Joanna Chmara