okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2019 >> Ciułamy kilometr za kilometrem

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

Na szlaku >> Ukraina


Ciułamy kilometr za kilometrem

Joanna Chmara
W Synewyrskiej Polanie można podziwiać piękne przykłady miejscowego budownictwa drewnianego
Gdybym miała w kilku słowach opisać nasz rowerowy wypad na Ukrainę, chyba najtrafniejszym określeniem byłby „powrót do dzieciństwa”. Przez niespełna dwa tygodnie czuliśmy się niczym na wakacjach u babci na wsi. Od rana do późnego wieczoru byliśmy na dworze, zajadaliśmy się krówkami i kanapkami z kremem czekoladowym i przemierzaliśmy krainę zielonych pastwisk i górskich wioseczek, gdzie nikomu nigdzie się nie spieszy.
 
Ukrainę jako cel podróży wybieramy z dwóch prozaicznych powodów. Po pierwsze, nigdy tam nie byliśmy. Po drugie, jest stosunkowo blisko (bezpośrednie połączenie z Gdańska do Przemyśla, mimo że nie do końca przystosowane do przewozu rowerów, umożliwia nam szybkie rozpoczęcie przygody, bez zbędnych logistycznych kombinacji). Po trzynastu godzinach podróży i biwaku na polach za Przemyślem ruszamy w stronę przejścia granicznego w Medyce, które bez żadnych problemów przekraczamy w jakieś dziesięć minut. Na horyzoncie połyskują kopuły cerkwi, słońce grzeje, a my suniemy sobie radośnie płaską i gładziutką krajówką aż do Mościsk. Tam zatrzymujemy się obok przyciągającej wzrok, pięknej, niebieskiej cerkwi, przed którą znajduje się pomnik ofiar Euromajdanu.
Po krótkiej przerwie ruszamy dalej, nieco bardziej „ukraińską” szosą w stronę Sambora, zdobywając pierwsze szlify w konkurencji, którą będziemy trenować przez najbliższe dni: slalomie między dziurami. W Starym Samborze zatrzymujemy się na obiad w przydrożnym barze, gdzie przy jednym z przykrytych ceratą stolików siedzi grupka miejscowych żołnierzy. Zapytana o coś bezmięsnego, babuszka za ladą proponuje mi ziemniaki, buraczki i jajko sadzone – czuję się jak na piątkowym obiedzie u babci, a za obiad i kawę (również taką, jak u babci) płacę chyba 25 hrywien, czyli około trzech złotych.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Joanna Chmara