okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2019 >> Patrz w tył, tam nie ma nic

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

Na szlaku >> Bory Dolnośląskie i Łużyce


Patrz w tył, tam nie ma nic

Paweł D. Domański
Park Mużakowski
Ze względu na nieustającą zimę, pierwszy wyjazd w sezonie planujemy na ostatni weekend marca. Kierunek wybieramy teoretycznie najcieplejszy, czyli południowo-zachodni skraj Polski – Łużyce. Kilkanaście lat temu z Warszawy jechało się tam praktycznie cały dzień. Dzięki nowym drogom podróż skróciła się znacząco i lekko przedłużony weekend rowerowy nie jest już wyzwaniem dojazdowym. 
 
Późnym wieczorem docieramy do naszej bazy wypadowej w Bogumiłowie w Borach Dolnośląskich. Pierwszego dnia planujemy pętlę w kierunku zachodnim, z głównym celem – Mużakowem (Bad Muskau). Przegląd map pokazuje gęstą sieć szlaków rowerowych. Naturalnym rozwiązaniem jest ten, który wiedzie prościutko na zachód. 
Droga zaczyna się nawierzchnią asfaltową, lecz po kilku kilometrach wchodzi w las i zamienia się w dukt. Bory Dolnośląskie, dawniej Puszcza Dolna, na przedwiośniu są urokliwe. Nie ma jeszcze świeżej zieleni i rośliny wciąż są uśpione. Jednakże spokój i cisza oraz różne odcienie szarości, począwszy od bieli śniegu, mają swój urok. Niestety, droga nie do końca pozwala nam cieszyć się otaczającymi lasami. Nawierzchnię cechuje różna skala grząskości, z wieloma kałużami oraz śniegiem i skrywanym pod wodą lodem. Drogi te często służą służbom leśnym do transportu i wywozu drewna, poruszanie się po nich rowerem wymaga więc ciągłej uwagi i umiejętności technicznych. A że nie zawsze są one wystarczające, jazda na pewno płynna nie jest.
Jeśli dorzucimy do tego, że większość z nas wybrała rowery trekkingowe, panującą wokół ciszę przecinają raczej niezbyt literackie komentarze. W pewnej chwili nasza karawana brnąca przez błota Borów Dolnośląskich zatrzymuje się. Koledze pękły śruby w siodełku i siedzisko artystycznie odpada od sztycy. No cóż, taki obrót sytuacji znacznie utrudnia jazdę. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Paweł D. Domański