okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 1/2019 >> Pod wiatr na koniec Europy

nowości

Domowe wyścigi

Pogoda tej wiosny nas nie rozpieszcza, więc jeśli nie lubicie moknąć na rowerowej wyprawie, w oczekiwaniu na piękną aurę można zająć się... »

Butelka wielofunkcyjna

Na jednej z platform służących do zbierania pieniędzy na realizację ciekawych projektów zaprezentowano interesujący projekt butelki.... »

Ciepło i wygodnie

Damska koszulka termiczna marki Bontrager została wykonana z miękkiej, elastycznej i lekkiej tkaniny Profila Thermal. Zamek sięga do połowy... »

Grafen w oponie?

Grafen to rewolucyjny materiał pochodzący z grafitu i wykazujący niesamowite właściwości. Jest to jednoatomowej grubości struktura cząstek... »

E-sakwa?

Ortlieb nie zamierza przegapić e-bike'owego szaleństwa, więc zaprezentował sakwę do rowerów elektrycznych! Na szczęście sakwa nie ma... »

Shimano do gravela

Japoński producent właśnie przygotowuje pierwszą partię osprzętu zupełnie nowej grupy. GRX została opracowana z myślą o rowerach... »

poradniki

Pod napięciem

Szmer elektrycznego silnika przenosi nas w zupełnie inny wymiar rowerowej przygody. Od teraz wszystko jest jakby inne. Podjazdy bardziej płaskie, a... »

Na szlaku >> Nordkapp


Pod wiatr na koniec Europy

Marek Chądzyński
Gdzieś między Sørkjosen a Olderdalen. Jeden z ostatnich dni wyprawy i jeden z nielicznych słonecznych
Na tej wyprawie kilka rzeczy wydarzyło się po raz pierwszy: jeszcze nigdy nie wjeżdżaliśmy tak daleko za koło podbiegunowe, nie zjechaliśmy rowerami tak głęboko, no i dotąd nie zdarzyło się nam, by całą dobę świeciło słońce. Ale to przez wredną pogodę będziemy ją pamiętać do końca życia
 
Tunel ma swoje oświetlenie, ale wystarcza ono na tyle, by nie jechać po omacku. Każda dziura w drodze to niespodzianka. Na szczęście takich niespodzianek jest tutaj niewiele i można ich uniknąć, trzymając się w bezpiecznej odległości od pobocza. Panuje tu półmrok, rozświetlany od czasu do czasu przez przejeżdżające pojazdy. Widoczność jest ograniczona, bo nie dość, że ciemnawo, to na dodatek jedziemy w czymś na kształt mgły. „Uwaga, zamglenia w tunelu” – głosił znak przy wjeździe. I była to prawda. Znak był tymczasowy, widać było, że ustawia się go na specjalne okazje. Ale wtedy już było wiadomo, że na tej wyprawie wszystko jest specjalne. Mgła pod poziomem morza? Czemu nie, nic już nas nie złamie po tygodniu pedałowania pod wiatr wiejący gdzieś znad bieguna. 
Do tego moje okulary zachodzą parą. Bo jest tu co nieco mokro i duszno. Wilgoć. Po ścianach spływa woda. To raz. Dwa: ta niby mgła to zawiesina, składającą się z pary wodnej wymieszanej ze spalinami samochodów. Jezdnia też mokra, więc trzeba uważać, zwłaszcza w pierwszej części tunelu. Pierwsza część to zjazd, i to karkołomny. Można rozwinąć całkiem dużą prędkość, ale to nie byłoby mądre. Upadek to ostatnia rzecz, jakiej bym tu teraz chciał.
Huk. Odgłos silnika przejeżdżającego samochodu jest taki, jakby nad głową przelatywał odrzutowiec. Ściany odbijają falę dźwiękową, jak gracze piłeczkę w tenisie stołowym. Trzeba wiedzieć, że nie mamy do czynienia ze ścianą gładką, starannie zaprojektowaną w komputerach architektów i pieczołowicie wygładzoną przez rzesze budowlanych specjalistów. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Piotr Teleon