okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 1/2019 >> Rajd wzdłuż Wisły

poradniki

Mocne, trwałe i skuteczne

Takie są właśnie nowoczesne hamulce tarczowe. Bez względu na warunki i pogodę zahamują kiedy trzeba.   Początek lat 90. ubiegłego... »

Styl życia >> Leszek Pachulski


Rajd wzdłuż Wisły

Z Leszkiem Pachulskim, pasjonatem turystyki rowerowej, organizatorem Rowerowego Maratonu Wisła 1200, rozmawia Jakub Terakowski
Leszek Pachulski. W tle: mosty w Tczewie
Skąd pomysł na organizację rowerowego maratonu wzdłuż Wisły?
– Na majówkę w 2017 roku wybraliśmy się z żoną do Torunia, aby odwiedzić moją siostrę. Postanowiliśmy, że z Sopotu, w którym mieszkamy, pojedziemy na rowerach. Wieczorem, po drugim lub trzecim etapie, zachwyceni trasą, zaczęliśmy rozmawiać o pokazaniu jej innym. Zgodnie stwierdziliśmy, że te niezwykłe, przecudne pejzaże w połączeniu z rywalizacją, na pewno okażą się hitem. Takie dwa w jednym: podróż i wyścig równocześnie. Trzy lata temu jechaliśmy wzdłuż Dunaju. Owszem, było tam malowniczo, lecz zbyt sterylnie: asfaltowe ścieżki rowerowe, przycięte drzewa i krzewy, uregulowany nurt. W porównaniu z Dunajem, Wisła zrobiła na nas wrażenie prawdziwie dzikiej rzeki. Przyroda jest tu olśniewająca, a historia opowiada dzieje tych ziem w setkach miejsc po drodze. Już wracając z Torunia do domu, z powrotem wzdłuż Wisły, wiedziałem, że muszę zorganizować ten maraton – Rowerowy Maraton Wisła 1200.

Od czego zacząłeś?
– Od sprawdzenia popytu. Nigdy nie byłem zawodnikiem, lecz amatorsko startowałem w wielu maratonach i ekstremalnych rajdach na orientację, więc środowisko ich uczestników jest mi bliskie. Przy najbliższej zatem okazji zapytałem znajomych, co myślą o rajdzie wzdłuż Wisły. Wszyscy byli zainteresowani, a dziesięć osób odpowiedziało, że pojedzie nawet natychmiast. I – co znamienne – cała ta dziesiątka stawiła się rok później na starcie. 

Nigdy nie byłeś zawodnikiem, a czy kiedykolwiek byłeś organizatorem?
– Nie, a w każdym razie nie w tej skali i randze. Organizowałem tylko prywatne wyprawy rowerowe dla siebie i przyjaciół. Nie sposób ich jednak porównać z RMW. Tam obowiązywała zasada, że nikt nie może mieć do mnie pretensji...

A tutaj?
– Pretensji nie było... (śmiech).
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Archiwum Leszka Pachulskiego