okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 105 godzin na siodełku

nowości

Kierownica na wypasie

Controltech to najwyższa półka wśród producentów części rowerowych, marka specjalizująca się w produkcji kierownic,... »

Spokojna głowa (rodzica)

W ofercie niemieckiej marki Uvex znajdziecie wiele ciekawych kasków, ale naszą uwagę zwrócił model Quatro Junior – kask o... »

Angi zadzwoni

Od kwietnia 2018 roku w każdym nowym samochodzie sprzedawanym w Unii Europejskiej obowiązkowo musi być zamontowany system eCall, który w... »

Koszulka z bąbelkami?

Uniwersalny podkoszulek średniej grubości, który zapewnia ciepło i doskonale odprowadza wilgoć, zapewne nie znalazłby miejsca na łamach... »

Licznik inaczej

Cat-eye zaprezentował zwykły, bezprzewodowy licznik, za to w niezwykłej formie. Licznik jest zintegrowany z uchwytem, zajmuje mało miejsca,... »

Pompka nożna

Stalowe konstrukcje do pompowania opon, które królowały na bazarach w latach 90., widuje się coraz rzadziej, ale SKS uważa, że... »

poradniki

Jak je wyprostować

Z pewnością nieraz zastanawialiście się, dlaczego koła w Waszych jednośladach się krzywią i czy da się je wyprostować w warunkach... »

Po zmroku

Choć używamy ich przez cały rok, to właśnie w okresie jesienno-zimowym mają do wykonania największą robotę. Lampki rowerowe prowadzą nas... »

Wyczyn >> ultramaraton Wisła 1200


105 godzin na siodełku

Rafał Buczek
Przepiękne rejony wzdłuż Wisły zagwarantowały niesamowitą przygodę prawie 200 uczestnikom
Czy 300 kilometrów, wykręcanych codziennie przez cztery dni to dużo? 
Czy jadąc w takim tempie, ma się w ogóle czas, aby oderwać wzrok od przedniego koła? Czy jest choćby najmniejsza szansa, by cieszyć się jazdą, zamiast przeklinać bolące plecy i szyję. Krótko mówiąc: czy przy takim założeniu jazda rowerem to wciąż przyjemność?
 
Długodystansowe wyścigi rowerowe to w kolarskim światku już nic nowego. Wystarczy wspomnieć o Transcontinental Race (4200 km przez Europę), Tour the Divide (4400 km przez Góry Skaliste, od granicy z Kanadą po granicę meksykańską) czy Trans Am Bike Race (6700 km z zachodu na wschód Stanów Zjednoczonych). W Polsce mamy Maraton Rowerowy Dookoła Polski (3130 km) oraz Bałtyk-Bieszczady Tour (1008 km) i… no właśnie, od ubiegłego roku Wisłę 1200 (1200 km) wzdłuż Wisły, w którym wziąłem udział. 
To pierwszy gravelowy (czyli nie tylko szosowy), długodystansowy wyścig rowerowy w Polsce. Zasady? Trasa ma prawie 1200 kilometrów, limit czasu na jej pokonanie to 200 godzin. Prowadzi w 40 procentach drogami asfaltowymi (w większości to spokojne, boczne drogi), a w 60 procentach terenowymi (leśne single, perforowane płyty, szerokie szutry, piaszczyste, boczne drogi). Zawodnicy jadą non stop, czyli czas spędzony na jedzeniu czy spaniu wlicza się do czasu jazdy. Zabronione jest korzystanie z prywatnego suportu, co oznacza – ni mniej, ni więcej – że jak złapiesz gumę, nie możesz dać znać przez radio swojemu mechanikowi z wozu technicznego. Ba! Nie możesz zadzwonić do brata, który akurat mieszka dwa kilometry dalej. No chyba, że brat rozłoży ogólnodostępny punkt serwisowy dla wszystkich uczestników.
I właśnie to jest piękne. W odróżnieniu od pozostałych, typowo szosowych ultramaratonów, gdzie jedziesz z duszą na ramieniu głównymi drogami, tutaj poruszasz się jak najbliżej Wisły, przez lasy i pola. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Archiwum Wisła 1200