okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2019 >> 105 godzin na siodełku

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

Wyczyn >> ultramaraton Wisła 1200


105 godzin na siodełku

Rafał Buczek
Przepiękne rejony wzdłuż Wisły zagwarantowały niesamowitą przygodę prawie 200 uczestnikom
Czy 300 kilometrów, wykręcanych codziennie przez cztery dni to dużo? 
Czy jadąc w takim tempie, ma się w ogóle czas, aby oderwać wzrok od przedniego koła? Czy jest choćby najmniejsza szansa, by cieszyć się jazdą, zamiast przeklinać bolące plecy i szyję. Krótko mówiąc: czy przy takim założeniu jazda rowerem to wciąż przyjemność?
 
Długodystansowe wyścigi rowerowe to w kolarskim światku już nic nowego. Wystarczy wspomnieć o Transcontinental Race (4200 km przez Europę), Tour the Divide (4400 km przez Góry Skaliste, od granicy z Kanadą po granicę meksykańską) czy Trans Am Bike Race (6700 km z zachodu na wschód Stanów Zjednoczonych). W Polsce mamy Maraton Rowerowy Dookoła Polski (3130 km) oraz Bałtyk-Bieszczady Tour (1008 km) i… no właśnie, od ubiegłego roku Wisłę 1200 (1200 km) wzdłuż Wisły, w którym wziąłem udział. 
To pierwszy gravelowy (czyli nie tylko szosowy), długodystansowy wyścig rowerowy w Polsce. Zasady? Trasa ma prawie 1200 kilometrów, limit czasu na jej pokonanie to 200 godzin. Prowadzi w 40 procentach drogami asfaltowymi (w większości to spokojne, boczne drogi), a w 60 procentach terenowymi (leśne single, perforowane płyty, szerokie szutry, piaszczyste, boczne drogi). Zawodnicy jadą non stop, czyli czas spędzony na jedzeniu czy spaniu wlicza się do czasu jazdy. Zabronione jest korzystanie z prywatnego suportu, co oznacza – ni mniej, ni więcej – że jak złapiesz gumę, nie możesz dać znać przez radio swojemu mechanikowi z wozu technicznego. Ba! Nie możesz zadzwonić do brata, który akurat mieszka dwa kilometry dalej. No chyba, że brat rozłoży ogólnodostępny punkt serwisowy dla wszystkich uczestników.
I właśnie to jest piękne. W odróżnieniu od pozostałych, typowo szosowych ultramaratonów, gdzie jedziesz z duszą na ramieniu głównymi drogami, tutaj poruszasz się jak najbliżej Wisły, przez lasy i pola. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Archiwum Wisła 1200