okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2019 >> W peletonie siła

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

Na finiszu >> Bajew-ów 2-óch


W peletonie siła

Sławomir Bajew
 
Jakżeż na progu roku nie zajmować się progiem roku. Na wyjściu z progu postanawiamy, co postanawiamy, postanawiamy, że nie postanawiamy i co tam jeszcze dziać się może na wyjściu z progu. Dla mnie już samo to, że dojechałem do nowego progu jest sukcesem. Cieszę się, że oto kolejna czysta karta roku przede mną, że będę mógł ją czasem zabazgrać niezgrabnym wyczynem rowerowym albo starannie zapisać rutyną podobnych do siebie dni w pracy i pośród mało spektakularnych, rodzinnych przepychanek, naznaczonych dziwnie czasem okazywaną troską o siebie. 
Ten próg jest jednak dla mnie ze wszech miar wyjątkowy, a to z takiego powodu, że zrządzeniem losu i z błogosławieństwem redakcji „Rowertouru” będę (jak mniemam czas jakiś) dzielił miejsce na stronie z Przemkiem – moim ukochanym Bratem i wymarzonym kompanem rowerowych wypraw. Jest jeszcze kilka innych obszarów, na których dobrze nam razem, ale uznajmy, że termin „braterstwo” wyczerpuje większość z nich, jeśli nie do końca, to z pewnością do poważnej głębi. Pamiętam, jak sprawiłem sobie (oczywiście za namową Przemysława, który w sprawach sprzętowych jest ode mnie na o wiele wyższym poziomie) dość wypasiony rower. Jego pomarańczowa rama i klasa osprzętu, nadto nieprzesadnie wielka waga, były powodem nadymania się przeze mnie przed samym sobą i innymi. Przez czas jakiś myślałem nawet, że sprawiłem sobie ten sprzęt głównie do patrzenia i podziwiania. Każdą kropelkę wody zeń ścierałem, każdy pyłek omiatałem, plamka błota nie utrzymała się dłużej niż kilka kilometrów. Nerwica na całego. Jak tylko zanosiło się na deszcz, nie korzystałem z rowerku. Bo mi go było szkoda! I w ten oto głupi sposób przeleciało mi koło nosa co najmniej kilka okazji, żeby się ucieszyć światem z wysokości siodełka. Przypominam sobie pewien wyimek z Ewangelii św. Mateusza: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili”. Tak, można przespać swój czas. Spotykać okazje i nie korzystać z nich. Z lęku o własny wizerunek, z lęku przed zmianą, ale też z lenistwa czy krótkiego wzroku, który ogranicza nas do widzenia tylko koniuszka własnego nosa. Kiedy już nowy stał się stary, kiedy pojawiły się rysy na lakierze, a deszcz i błoto nie rządziły podróży ochotą, zaczęło się wolne podróżowanie. Trzeba się czasem pobrudzić. Trzeba się nauczyć znosić brud swój i brudny rower. Nie, nie z powodu niechlujstwa, ale dlatego, że nie da się daleko zajechać, wybierając wyłącznie czyste, szerokie, bite i suche drogi. Jak chcesz dojechać do matecznika, szykuj się na błoto i krzaki. I rób to teraz, skoro przyszło ci to do głowy. Cieszę się, że jesteśmy razem. Akceptuję, że bywamy oddzielnie. Jest to, co jest! Zatem jeśli już tu jesteśmy, Bracie, jeśli jesteśmy tu w towarzystwie tych wszystkich życzliwych nam (czasem może jednak nie) ludzi, ustawmy kolarski wachlarzyk i szorujmy nawet pod wiatr do celu, który wydaje się być przed nami, choć nie wiadomo, jak daleko. Bądźmy razem, proszę. W peletonie siła. Nie lubię sylwestrowych zabaw. Wiele przełomów roku spędziłem w pracy, a potem mogłem się rozkoszować ciszą poranka Nowego Roku. Niespecjalnie wiele osób kręci się po hucznej zabawie o 10 rano. Owszem, zdarza się spotkać zbłąkanego imprezowicza, ale i ludzi podobnie kochających spokój. Bo różni jesteśmy. Wystarczy wyjść na ulicę. 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.