okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2019 >> Na Południe

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

Korespondencja >> samotna kobieca wyprawa: z Polski do Azji


Na Południe

Joanna Kaszewiak
Sielskie widoki na gaje oliwne
Może na południowy kraniec Europy dojechałabym szybciej, gdyby nie to, że są na Bałkanach przydrożne bary z kawą, widoki za milion dolarów, a pan Pomidor ma w ogródku wi-fi.
 
Mówię: „na Południe” i od razu widzę słońce i całkowity brak pośpiechu, w porywach przechodzący w słodkie lenistwo. Moja podróż znakomicie się w to wpisuje, bo wiadomo przecież, że najprzyjemniej jest robić przerwę. Usprawiedliwia mnie wszystko, nawet słowa piosenki Anny Marii Jopek: „Nie ma innej drogi na południe, poza tym się nie spieszę…”. Historia tych postojów jest taka.
POLSKA
Przed północą Bożenka smaży cukinię. Bo dobrze się gada i wcale nie chce nam się spać. Jestem tu ledwie od paru godzin, a zdążyłam już poznać historię jej życia.
Przed paroma dniami zaczęłam podróż. Wsiadłam chwiejnie na rower, który na początku ważył okrągłą tonę i ruszyłam przed siebie drogami, które znałam, by dotrzeć w końcu do tych, które dopiero mam poznać. Dojechać w miejsce, w którym opuszcza się granice własnego świata i mieć już przed sobą tylko horyzont z tysiącem tajemnic. Czy jest coś piękniejszego? Przez tych kilka pierwszych dni zdążyłam nawdychać się słodkawego zapachu przydrożnych chaszczy, których nazwę powinnam znać ze szkoły, i obudzić się przy ptasich trelach. Zdążyłam urządzić sobie konkurs plucia w dal pestkami soczystych czereśni. Zdążyłam pogapić się w chmury i zmoknąć na przelotnym deszczu. Zapomnieć, jaki jest dzień tygodnia i która godzina. Zdążyłam uświadomić sobie do głębi, do szpiku kości, do najdalszego palca u nogi, że zaczynam najpiękniejsze, dwuletnie wakacje w moim życiu. Upoić się myślą, że za każdym zakrętem drogi czeka sobie zupełnie nowy świat. Czeka cierpliwie, aż go odkryję, oswoję i obejmę we władanie własnej, choć przyznajmy, że dość dziurawej, pamięci.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Joanna Kaszewiak