okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2019 >> Jak doceniłem góry

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

Korespondencja >> Jedwabny Szlak: przez góry Tien-szan, Ałajskie i Pamir


Jak doceniłem góry

Jacek Żerański
Przed nami wyłoniła się potężna, groźna bariera gór Pamir
W ciągu prawie miesiąca, wraz z moim przyjacielem na dobre i złe –Bogusławem, pokonaliśmy trasę o długości 1600 kilometrów. Pedałowaliśmy po górskich drogach asfaltowych, żwirowych i gruntowych. Wysokości wynosiły od 1000 do 4655 metrów n.p.m. na przełęczy Akbajtał w Pamirze. 
 
Trasa wiodła przez urodzajne równiny rozciągające się wokół Biszkeku – stolicy Kirgistanu, jeziora Issyk-Kul, zielonych gór Tien-szan aż do pozbawionych roślinności pustkowi Pamiru i miasta Murgob w Tadżykistanie. W dolinach słońce ogrzewało nas do 30 stopni, a w górach woda w bidonach zamarzała. Zostawiłem tam siedem kilogramów siebie, bo dokładnie tyle straciłem na wadze. Dane nam było przeżyć dni upalne, ale też deszczowe; śnieżyce w Pamirze i burze piaskowe. Zaznaliśmy niezwykłej gościnności wśród muzułmanów, Kirgizów i Tadżyków – byliśmy zapraszani do jurt na poczęstunki. Na słowo „Polska” zawsze pojawiały się uśmiechy na twarzach i „no to my jesteśmy bracia”. Nie byliśmy tam obcy. W pogawędkach z ludźmi, pod wiejskimi czajchanami, w górach wśród pasterzy pomagała mi znajomość języka rosyjskiego. 
Niczego nie planowaliśmy, oprócz ogólnego przebiegu trasy. Nocowaliśmy tam, gdzie zastała nas noc, budziliśmy się, gdy zaczynało świtać. Rytm dnia regulowały wschody i zachody słońca, a długość poszczególnych etapów determinowały warunki terenowe. Wyżywienie bywało czasami znakomite w przydrożnych czajchanach, ale też zdarzały się dni o suchym, twardym jak kamień chlebie i wodzie z potoków. Któż by się spodziewał, że jedna wioska od drugiej może być oddalona o 130 kilometrów, a pomiędzy nimi pustkowia. Na dodatek, że w sklepie nie ma pieczywa i że cały zapas konserw to dwie sztuki.
Nie wszystkim tak się powiodło. Kiedy zaczynałem pisać tę relację, zostałem zdruzgotany wiadomością o ataku na turystów rowerowych w Tadżykistanie.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Jacek Żerański