okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2018 >> Ból to ściema, wsi też tu już nie ma

nowości

Widelec na opak

RST powraca do produkcji amortyzatorów typu upside-down, w których golenie dolne wsuwają się w górne. Jest to rozwiązanie,... »

Bikepacking z Crosso

Na razie ostrożnie, ale marka Crosso pojawia się w światku bikepackersów za sprawą kolekcji Zipper, na którą jak do tej pory... »

Extrawheel nowej generacji

Extrawheel to znana nie tylko polskim podróżnikom rowerowym nasza rodzima firma oferująca unikalną, jednokołową przyczepkę rowerową. Od... »

Powrót kosmitów

Topeak zaprezentował kolejne wcielenie swojego najbardziej wszechstronnego multitoola. ALiEN™ S (ang. obcy) posiada aż 31 funkcji, więc... »

Bycze manetki

Shimano Metrea, czyli topowa grupa osprzętu przeznaczona dla cyklistów miejskich i cykloturystów ma w swojej kolekcji wiele ciekawych... »

poradniki

Nie trać głowy

Niespełna trzy centymetry. Taką w przybliżeniu mają grubość ścianki większości rowerowych kasków. Tak niewiele i aż tyle chroni... »

Na szlaku >> Beskid Niski


Ból to ściema, wsi też tu już nie ma

Wojciech Osiński
Niedawno minęliśmy Krzywy Potok, gdzieś między Gładyszowem a Smerekowcem
Czy żeby zobaczyć krainę ropy naftowej, religijny tygiel i ziemie przesycone historią konfliktów zbrojnych, trzeba jechać na Bliski Wschód? Niekoniecznie. Taniej, bliżej i spokojniej będzie w Beskidzie Niskim.
 
Myślałem, że jestem minimalistą w pakowaniu bagażu, ale kiedy na dworcu w Warszawie zobaczyłem współtowarzyszy wycieczki, stwierdziłem, że muszę się jeszcze dużo uczyć. Michał miał małą torbę na podsiodłowym bagażniku i plecak, a Mariusz tylko plecak. Na osiem dni!
Wysiedliśmy w Grybowie, skąd nawigacja sprawnie poprowadziła nas przez Białą Niżną i Gródek w okolice Ropy. Kiedyś w tej miejscowości wydobywano rudę żelaza i szukano złota. Jednemu z magnatów podczas takich poszukiwań ropa naftowa zalała kopalnię. Gdyby to było 500 lat później, facet skakałby z radości, ale w XVI wieku raczej klął na czym świat stoi.
Zaraz za Szymbarkiem Michał chciał skręcać w prawo na Bielankę. – Przecież to nam zupełnie nie po drodze – mówię. – Jak to nie, stamtąd jest prosta droga do Nowicy. – Ale my nie jedziemy do Nowicy, tylko do Ropicy, więc trzeba jechać na Gorlice. – Nowica, Ropica, co za różnica – wzruszył ramionami kolega. Jest dobrze, jesteśmy wyluzowani.
Ja też jednak trochę się pomyliłem, bo myślałem, że jedziemy do Ropicy Polskiej, która była tuż-tuż. Jednak po analizie SMS-ów okazało się, że mieszkać mamy w Ropicy Górnej, czyli zamiast pięciu kilometrów, mieliśmy jeszcze 25. Przejazd przez Gorlice obfitował w wiele wrażeń. Najpierw zobaczyliśmy miejsce, w którym zapalono pierwszą na świecie uliczną lampę naftową. To wydarzenie upamiętnia mural na ścianie domu na skrzyżowaniu ulic Kościuszki i Węgierskiej. W 1854 roku farmaceuta, wynalazca lampy naftowej i ogólnie światły człowiek Ignacy Łukasiewicz wlał trochę światła w ciemne gorlickie uliczki. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Wojciech Osiński