okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 12/2018 >> Wieszczu Adamie, przybywamy!

nowości

Domowe wyścigi

Pogoda tej wiosny nas nie rozpieszcza, więc jeśli nie lubicie moknąć na rowerowej wyprawie, w oczekiwaniu na piękną aurę można zająć się... »

Butelka wielofunkcyjna

Na jednej z platform służących do zbierania pieniędzy na realizację ciekawych projektów zaprezentowano interesujący projekt butelki.... »

Ciepło i wygodnie

Damska koszulka termiczna marki Bontrager została wykonana z miękkiej, elastycznej i lekkiej tkaniny Profila Thermal. Zamek sięga do połowy... »

Grafen w oponie?

Grafen to rewolucyjny materiał pochodzący z grafitu i wykazujący niesamowite właściwości. Jest to jednoatomowej grubości struktura cząstek... »

E-sakwa?

Ortlieb nie zamierza przegapić e-bike'owego szaleństwa, więc zaprezentował sakwę do rowerów elektrycznych! Na szczęście sakwa nie ma... »

Shimano do gravela

Japoński producent właśnie przygotowuje pierwszą partię osprzętu zupełnie nowej grupy. GRX została opracowana z myślą o rowerach... »

poradniki

Pod napięciem

Szmer elektrycznego silnika przenosi nas w zupełnie inny wymiar rowerowej przygody. Od teraz wszystko jest jakby inne. Podjazdy bardziej płaskie, a... »

Na szlaku >> Białoruś


Wieszczu Adamie, przybywamy!

Piotr Markowski
Zaosie. Tu wszystko się zaczęło – dom, w którym urodził się Adam Mickiewicz
Któż z nas nie pamięta, kiedy to zamiast pójść z kolegami na imprezę, musiał czytać „Pana Tadeusza”, przeżywał męki niczym Konrad, analizując III część „Dziadów”, czy wkuwał na pamięć „Świteziankę”, gdy chłopaki tłukli w piłkę pod blokiem. Na szczęście po latach żal za seryjne jedynki z polskiego minął na tyle, że postanowiłem z poziomu rowerowego siodełka zobaczyć miejsca, które opisywał nasz wieszcz narodowy, czyli Adam Mickiewicz.
 
Na pomysł wyjazdu tuż za wschodnią granicę wpadłem, analizując ceny biletów lotniczych. Budżet na wyprawę miałem ograniczony, a że żona pochodzi z Dąbrowy Białostockiej, więc zawiozłem ją z pacholęciem do mamusi i już mogłem ruszać przed siebie. Żadnych kartonów, dojazdów, lotnisk. Dwaj koledzy, których zdołałem namówić na wschodni rekonesans zostawili rodziny w pełnym atrakcji Augustowie. Wszyscy byli zadowoleni, więc mogliśmy z czystymi sumieniami ruszyć na wschód. 
W sierpniowy, upalny poranek mknęliśmy moją ulubioną, prostą jak w Stanach Zjednoczonych drogą do Nowego Dworu. Stamtąd przejechaliśmy lasami do Kuźnicy Białostockiej, gdzie po czterech kontrolach znaleźliśmy się na Białorusi. Tuż po przekroczeniu szlabanów, w oddali zobaczyliśmy Grodno. Pierwsze kilka kilometrów po białoruskiej stronie prowadziła nas dwupasmowa szosa – na szczęście z powodu upału tiry nie jeździły, a po paru kilometrach zignorowaliśmy znak, mówiący, że do Grodna w prawo, i pojechaliśmy prosto. Tak oto znaleźliśmy się nad uroczym zalewem. Słońce wręcz namawiało nas do kąpieli. Dopiero przyjemnie ochłodzeni ruszyliśmy bocznymi drogami do miasta. Przywitał nas czołg na cokole, Lenin oraz czarne chmury. Niestety, zanim zanurzyliśmy się w zabytki miasta, nadeszła ulewa, przed którą schroniliśmy się w miłej knajpce. 
Zjedliśmy po pysznym kociołku białoruskim, a tu nadal lało. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Piotr Markowski