okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Wieszczu Adamie, przybywamy!

poradniki

Bieżnik i ciśnienie mają znaczenie

Nawet najdroższy rower okaże się całkowicie bezużyteczny, jeśli wyposażymy go w nieodpowiednie opony. Zbyt zużyte lub z nieodpowiednim... »

Top 10 prezentów dla rowerzysty

Czy tylko ja w zamierzchłych czasach otrzymałem pod choinkę dętkę rowerową – i to z wentylem niepasującym do moich obręczy? Choć... »

Na szlaku >> Białoruś


Wieszczu Adamie, przybywamy!

Piotr Markowski
Zaosie. Tu wszystko się zaczęło – dom, w którym urodził się Adam Mickiewicz
Któż z nas nie pamięta, kiedy to zamiast pójść z kolegami na imprezę, musiał czytać „Pana Tadeusza”, przeżywał męki niczym Konrad, analizując III część „Dziadów”, czy wkuwał na pamięć „Świteziankę”, gdy chłopaki tłukli w piłkę pod blokiem. Na szczęście po latach żal za seryjne jedynki z polskiego minął na tyle, że postanowiłem z poziomu rowerowego siodełka zobaczyć miejsca, które opisywał nasz wieszcz narodowy, czyli Adam Mickiewicz.
 
Na pomysł wyjazdu tuż za wschodnią granicę wpadłem, analizując ceny biletów lotniczych. Budżet na wyprawę miałem ograniczony, a że żona pochodzi z Dąbrowy Białostockiej, więc zawiozłem ją z pacholęciem do mamusi i już mogłem ruszać przed siebie. Żadnych kartonów, dojazdów, lotnisk. Dwaj koledzy, których zdołałem namówić na wschodni rekonesans zostawili rodziny w pełnym atrakcji Augustowie. Wszyscy byli zadowoleni, więc mogliśmy z czystymi sumieniami ruszyć na wschód. 
W sierpniowy, upalny poranek mknęliśmy moją ulubioną, prostą jak w Stanach Zjednoczonych drogą do Nowego Dworu. Stamtąd przejechaliśmy lasami do Kuźnicy Białostockiej, gdzie po czterech kontrolach znaleźliśmy się na Białorusi. Tuż po przekroczeniu szlabanów, w oddali zobaczyliśmy Grodno. Pierwsze kilka kilometrów po białoruskiej stronie prowadziła nas dwupasmowa szosa – na szczęście z powodu upału tiry nie jeździły, a po paru kilometrach zignorowaliśmy znak, mówiący, że do Grodna w prawo, i pojechaliśmy prosto. Tak oto znaleźliśmy się nad uroczym zalewem. Słońce wręcz namawiało nas do kąpieli. Dopiero przyjemnie ochłodzeni ruszyliśmy bocznymi drogami do miasta. Przywitał nas czołg na cokole, Lenin oraz czarne chmury. Niestety, zanim zanurzyliśmy się w zabytki miasta, nadeszła ulewa, przed którą schroniliśmy się w miłej knajpce. 
Zjedliśmy po pysznym kociołku białoruskim, a tu nadal lało. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Piotr Markowski