okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2018 >> Na najwyższych przełęczach świata

nowości

Widelec na opak

RST powraca do produkcji amortyzatorów typu upside-down, w których golenie dolne wsuwają się w górne. Jest to rozwiązanie,... »

Bikepacking z Crosso

Na razie ostrożnie, ale marka Crosso pojawia się w światku bikepackersów za sprawą kolekcji Zipper, na którą jak do tej pory... »

Extrawheel nowej generacji

Extrawheel to znana nie tylko polskim podróżnikom rowerowym nasza rodzima firma oferująca unikalną, jednokołową przyczepkę rowerową. Od... »

Powrót kosmitów

Topeak zaprezentował kolejne wcielenie swojego najbardziej wszechstronnego multitoola. ALiEN™ S (ang. obcy) posiada aż 31 funkcji, więc... »

Bycze manetki

Shimano Metrea, czyli topowa grupa osprzętu przeznaczona dla cyklistów miejskich i cykloturystów ma w swojej kolekcji wiele ciekawych... »

poradniki

Nie trać głowy

Niespełna trzy centymetry. Taką w przybliżeniu mają grubość ścianki większości rowerowych kasków. Tak niewiele i aż tyle chroni... »

Wyczyn >> Kross The Himalaya


Na najwyższych przełęczach świata

Marcin Jakub Korzonek
Przełęcz Chang La (5340 m n.p.m.)
Jest kilka dróg na świecie, których sama nazwa powoduje przyspieszenie pulsu u rowerzysty. Odpowiedzialne za to serce musi być też w doskonałej kondycji, jeśli faktycznie zdecydujemy się na przejechanie rowerem Karakorum Highway, Pamir Highway czy najbardziej wymagającej drogi tego regionu Manali-Leh-Srinagar Highway.
 
Każde „La” w nazwach Khardung La, Chang La, Tanglang La czy Lachulung La oznacza przełęcz, a cały obszar północnych Indii to Ladakh, co w miejscowym języku znaczy krainę wysokich przełęczy. Na swojej trasie miałem dziesięć takich górskich siodeł, z których najniższe miało wysokość 3500 metrów n.p.m. – wyżej niż jakakolwiek droga w Europie. Rowerem wystartowałem z kaszmirskiego Śrinagaru leżącego na wysokości około 1600 metrów n.p.m. i gdy osiągnąłem wysokość 2000 metrów, to przez 24 dni – aż do samego końca wyprawy – nie zjechałem poniżej tej wysokości. Kraina wysokich przełęczy nie jest więc eufemizmem, a najkrótszym określeniem tego, co zastanie tu przybysz. Gdziekolwiek nie chcemy się ruszyć, wszędzie droga wspina się na jakąś przełęcz, a następnie z niej zjeżdża. Miejscowi – etnicznie spokrewnieni z Tybetańczykami – są przyzwyczajeni do tych wysokogórskich warunków. Turyści – w autobusach, samochodach czy na motorach – często cierpią podczas wyczerpujących podjazdów. 
Swoją podróż planowałem rozpocząć w Manali i przez Leh dojechać do Śrinagaru. Okazało się jednak, że lepszym pomysłem będzie odwrócenie trasy – intensywne monsunowe deszcze spowodowały liczne powodzie i osunięcia drogi. Zgodnie z radami Satbira – agenta turystycznego z Hotelu Aman International w Delhi – kupuję bilet na autobus do Jammu i szybko biegnę do hotelu rozpakować się i złożyć rower. Autobus mam o 17 – nawet nie zdążę przespać pierwszej nocy w łóżku. O wyznaczonej porze przychodzi jakiś człowiek i po dłuższych dyskusjach okazuje się, że jednak będzie problem z zapakowaniem roweru do autobusu. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Marcin Jakub Korzonek