okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Na najwyższych przełęczach świata

poradniki

Bieżnik i ciśnienie mają znaczenie

Nawet najdroższy rower okaże się całkowicie bezużyteczny, jeśli wyposażymy go w nieodpowiednie opony. Zbyt zużyte lub z nieodpowiednim... »

Top 10 prezentów dla rowerzysty

Czy tylko ja w zamierzchłych czasach otrzymałem pod choinkę dętkę rowerową – i to z wentylem niepasującym do moich obręczy? Choć... »

Wyczyn >> Kross The Himalaya


Na najwyższych przełęczach świata

Marcin Jakub Korzonek
Przełęcz Chang La (5340 m n.p.m.)
Jest kilka dróg na świecie, których sama nazwa powoduje przyspieszenie pulsu u rowerzysty. Odpowiedzialne za to serce musi być też w doskonałej kondycji, jeśli faktycznie zdecydujemy się na przejechanie rowerem Karakorum Highway, Pamir Highway czy najbardziej wymagającej drogi tego regionu Manali-Leh-Srinagar Highway.
 
Każde „La” w nazwach Khardung La, Chang La, Tanglang La czy Lachulung La oznacza przełęcz, a cały obszar północnych Indii to Ladakh, co w miejscowym języku znaczy krainę wysokich przełęczy. Na swojej trasie miałem dziesięć takich górskich siodeł, z których najniższe miało wysokość 3500 metrów n.p.m. – wyżej niż jakakolwiek droga w Europie. Rowerem wystartowałem z kaszmirskiego Śrinagaru leżącego na wysokości około 1600 metrów n.p.m. i gdy osiągnąłem wysokość 2000 metrów, to przez 24 dni – aż do samego końca wyprawy – nie zjechałem poniżej tej wysokości. Kraina wysokich przełęczy nie jest więc eufemizmem, a najkrótszym określeniem tego, co zastanie tu przybysz. Gdziekolwiek nie chcemy się ruszyć, wszędzie droga wspina się na jakąś przełęcz, a następnie z niej zjeżdża. Miejscowi – etnicznie spokrewnieni z Tybetańczykami – są przyzwyczajeni do tych wysokogórskich warunków. Turyści – w autobusach, samochodach czy na motorach – często cierpią podczas wyczerpujących podjazdów. 
Swoją podróż planowałem rozpocząć w Manali i przez Leh dojechać do Śrinagaru. Okazało się jednak, że lepszym pomysłem będzie odwrócenie trasy – intensywne monsunowe deszcze spowodowały liczne powodzie i osunięcia drogi. Zgodnie z radami Satbira – agenta turystycznego z Hotelu Aman International w Delhi – kupuję bilet na autobus do Jammu i szybko biegnę do hotelu rozpakować się i złożyć rower. Autobus mam o 17 – nawet nie zdążę przespać pierwszej nocy w łóżku. O wyznaczonej porze przychodzi jakiś człowiek i po dłuższych dyskusjach okazuje się, że jednak będzie problem z zapakowaniem roweru do autobusu. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Marcin Jakub Korzonek