okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Nieczęsto widzi się tu rowerzystów

poradniki

Bieżnik i ciśnienie mają znaczenie

Nawet najdroższy rower okaże się całkowicie bezużyteczny, jeśli wyposażymy go w nieodpowiednie opony. Zbyt zużyte lub z nieodpowiednim... »

Top 10 prezentów dla rowerzysty

Czy tylko ja w zamierzchłych czasach otrzymałem pod choinkę dętkę rowerową – i to z wentylem niepasującym do moich obręczy? Choć... »

Korespondencja >> Namibia cz.1: wyżyna Khomas i góry Erongo


Nieczęsto widzi się tu rowerzystów

Michał Sitarz
Krajobraz gór Erongo, niezmieniony od tysięcy lat
Widok namibijskiej ziemi z pokładu samolotu wcale nie musi nastrajać optymistycznie. Co więcej, w głowie podróżnego może pojawić się uczucie przytłoczenia, a nawet lekkiego przerażenia. Widzimy bowiem dziesiątki tysięcy hektarów spalonej słońcem, jałowej ziemi. Całkowita, niczym nieurozmaicona pustka. Gdzież piękno tej krainy? Gdzie fantastyczna różnorodność biosfery?
 
W Namibii jesteśmy po raz drugi. Gdy cztery lata temu opuszczaliśmy ten kraj, towarzyszyło nam poczucie niedosytu i powierzchowności. Najbardziej wysuniętym na północ punktem tamtej podróży była przełęcz Grootberg. W kolejnych latach odwiedziliśmy m.in. Australię oraz Peru, jednak Damaraland i Kaokoland, wielkie, odległe i niedostępne krainy północno-zachodniej Namibii, bardzo mocno zakorzeniły się w naszych umysłach. 
Windhuk, stolica Namibii, to przyjemne, zadbane miasto. Jednak błędem byłoby poczucie się tutaj zbyt pewnie. W ciągu kilku godzin, podczas których przemierzamy ulice miasta pieszo oraz na rowerach, otrzymujemy kilka jasnych ostrzeżeń, zarówno od białych, jak i czarnoskórych. Ostrzeżeń, aby uważać, bo jest tu wiele napadów rabunkowych i zwykłych kradzieży. Prowiantujemy się na kilka najbliższych dni i opuszczamy stolicę. Tak to już tutaj jest, że jeszcze kilka minut temu byłeś w mieście, a nagle orientujesz się, że wjeżdżasz w zupełną pustkę. Powoli pokonujemy kolejne kilometry, przyzwyczajamy się do jazdy na ciężkich rowerach. Po drodze zatrzymuje się samochód terenowy, kierowca upewnia się, że niczego nie potrzebujemy, że jesteśmy świadomi tego, co robimy i wiemy, dokąd zmierzamy. Okazuje zainteresowanie, ale też pewne zdziwienie obecnością rowerzystów w takim miejscu. Bo na tych bocznych drogach wyżyny Khomas rzadko widuje się kogoś innego aniżeli garstkę miejscowych farmerów. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Michał Sitarz i Aleksandra Nikitin