okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Kiedy urlopu nie ma zbyt wiele

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Na szlaku >> Islandia


Kiedy urlopu nie ma zbyt wiele

Michał Płomiński
Lodowa laguna w Jökulsárlón
O naszej wyprawie na Islandię zadecydował przypadek. Mateusz, mój syn, zapytany, czy chce jechać do Gruzji, czy na Islandię, bez zastanowienia wybrał tę drugą.  Jak się okazało później – nie tylko bez zastanowienia, ale również i bez wiedzy. Cóż, klamka zapadła: jedziemy, ale co dalej?
 
Zdecydowaliśmy się na połowę sierpnia, kiedy to podobno pogoda na wyspie, z racji lata, jest jeszcze znośna. Budżet czasowy – 10 dni. Planowanie zaczęliśmy od czytania przeróżnych artykułów na temat Islandii, w tym relacji rowerzystów. Obraz wyłaniający się z lektury raczej nie napawał optymizmem: zimno, drogo, a drogi wąskie z dużym ruchem samochodowym.
Ponieważ do dyspozycji mieliśmy tylko 10 dni, zdecydowaliśmy, że przejedziemy tzw. Golden Circle, czyli najpopularniejszym szlakiem turystycznym na wyspie, potem jak daleko się uda, popedałujemy na południe i wrócimy do Reykjavíku autobusem, dzięki czemu zobaczymy większość znanych miejsc, poczujemy Islandię i wrócimy na czas na lotnisko.
Gdańsk, lotnisko im. Lecha Wałęsy, wylot do Keflavíku, głównego portu lotniczego Islandii, oddalonego o około 50 kilometrów na zachód od stolicy kraju. Rowery spakowane, łącznie z namiotem, suchym jedzeniem i termosem. Ojciec zadowolony, bo chyba wszystko przygotowane, syn raczej wyluzowany, kwestionuje zasadność brania termosu. Sprawa niebłaha, termos zabiera sporo miejsca w sakwach i trochę waży.
Niby drobiazg, ale atmosfera robi się trochę napięta. Zastanawiamy się, co właściwie nas czeka, pogoda według prognoz ma raczej sprzyjać. Jakiś pasażer chwali się, że pracuje na lotnisku w Keflavíku i że zwykle panuje tam chaos. Ma nadzieję, że uda nam się znaleźć nasze rowery. Cóż, my też mamy taką nadzieję.
Wreszcie lądujemy, chwila niepewności, czy rowery przyleciały, a co z sakwami?
Na lotnisku rzeczywiście chaos, mnóstwo zdezorientowanych turystów. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Michał Płomiński