okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2018 >> Pamiętamy! Z uśmiechem

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Pamiętamy! Z uśmiechem

Sławomir Bajew
 
Specjalnie na okoliczność konieczności dotarcia wczesnym rankiem do miasta na pociąg zadzwoniłem do lokalnego przewoźnika, w którego autobusach nie wolno przewozić rowerów, by może jednak uczynił wyjątek w następną październikową sobotę. Słyszałem wiele złego na temat ich podejścia do klienta, więc dzwoniłem raczej dla uspokojenia sumienia i naładowania się jakąś (niechby i złą) energią, by zmobilizować organizm do wyszarpnięcia się z łóżka w deszczowe czwarta rano, niż z nadzieją, że oto – spoko, niech pan jedzie – usłyszę. A jednak. To cud jest – myślę, jadąc zaspany w sobotę podmiejskim autobusem na dworzec. Przy wysiadaniu kierowca życzy mi udanego dnia. Co tu się dzieje? To jakaś ukryta kamera czy co? Idę na peron, a tu jest już kilku kompanów, z którymi przez najbliższe dwa dni będziemy kręcić kilometry. Nie, nie ot, tak sobie. Pojedziemy po coś. Na razie czeka nas Regio-niespodzianka. Przemiły konduktor pomaga ładować rowery, poleca korzystne rozwiązania taryfowe przy zakupie biletów. Znowu cud. Normalne, ludzkie odruchy, wydobyte na wierzch dzięki mniejszemu niż zwykle pośpiechowi, lśnią jak perły. Ta życzliwość i nam się udziela. Zresztą nie może być inaczej, kiedy umawiamy się na wspólną jazdę na rycerskich zasadach. Chronimy i wspieramy najsłabszych, dzielimy się czasem i jedzeniem, nie krzyczymy na siebie, szanujemy zarówno potrzebę ciszy, jak i potrzebę rozmowy. Cierpliwość, zaufanie i nieocenianie się za poglądy! Chcemy wieźć ze sobą kawałek pięknej Polski. Tak, piękno jest w nas. Chcielibyście zobaczyć, jak ponad trzydzieści osób (a każda – jak się mawia – z innej parafii) zgodnie pokonuje kilometry ponad wąwozami wyżłobionymi przez poglądy i politykę. Ten z lewicy, ten z prawicy, ten wierzący, a ta nie. Kilkoro pali papierosy. Strasznie passé w środowisku rowerowym. No i? No i nic. Są świetnymi kompanami. To nie ma nic do rzeczy. 
Od kilku już lat spotykamy się w okolicach końca drugiej dekady października, żeby uczcić ofiary hitlerowskiej operacji Tannenberg. Jeździmy po miejscach upamiętniających publiczne egzekucje z początku niemieckiej okupacji w Wielkopolsce. Pokonujemy w dwa dni około 150 kilometrów, jadąc z Kościana przez Śrem, Książ Wielkopolski, Środę Wielkopolską, Kórnik, Mosinę i Żabikowo do Fortu VII w Poznaniu. Zależy nam na pamięci o tamtych ludziach, by wiedzieć, że w życiu zawdzięczamy coś również innym, nieznajomym. Że to, kim jesteśmy, to również sprawa tego, kim oni byli. Chcemy spokojnie dowiadywać się, kim jesteśmy teraz. To nie są wielkie słowa. Owszem, teraz ich używam, ale najważniejsze dzieje się często i bez słów na trasie. Dzieje się, gdy ktoś czeka na Iśkę, bo się zapodziała. Rafał już drugi raz złapał gumę. Ale również się dzieje, kiedy rozmawiamy ze sobą o tamtych okropnych doświadczeniach ofiar i tych, którzy zmuszani byli na nie bezradnie patrzeć. Nie po to, by podtrzymywać złość. Raczej po to, by im podziękować i pamiętać, żeby strzec pokoju. Najpierw w swoim sercu i w sobie, a potem w rodzinie, w małej, coraz większej, rowerowej grupce, w wielkim peletonie, który przecież składa się z pojedynczych kolarzy. Gdy któryś upada, równowagę traci wielu. Więc jedziemy uważnie wsłuchani w dalekie echo dramatycznych historii, bicie swojego serca i wyczuleni na tego obok. Z roku na rok widzę, jak wiele dobra rodzi się podczas tych rajdów i ono nie umiera wraz z dotarciem do mety. Ktoś ufundował wieniec, ktoś zasponsorował nocleg, a Piotr w tym roku superkoszulki. Coś za coś? Niekoniecznie, wszak czuję, że ta rycerskość promieniuje. Że może jednak uśmiechem łatwiej odpłacić za uśmiech. I już nawet na kolei to wiedzą. 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.
 

 



 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164