okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2018 >> Pasja leczy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Pasja leczy

Weronika Leczkowska
 
Ruch to zdrowie – tę popularną frazę zna chyba każdy. Jako że należę do tej ruszającej się części populacji, z lekkim uczuciem wyższości patrzę na moich rówieśników z opiętą na okrągłym brzuchu koszulką i podwyższonym cholesterolem – sami na swoje zdrowie (a raczej jego brak) pracują. Gdy więc się skarżą na swoje dolegliwości, zawsze wzruszam ramionami i mówię: – Idź się poruszaj, to ci przejdzie.
Niedawno los postanowił jednak zakpić sobie ze mnie i (mimo jakże zdrowego trybu życia) podarować mi przewlekłą chorobę. Nie taką znowu straszną, ale wymagającą ode mnie bardzo ścisłej diety. Prawdę mówiąc, załamałam się – jak mam żyć bez nabiału, produktów zbożowych, cukru i kawy o poranku? Co w takim razie mam jeść, by mieć siłę nie tylko na sport, ale i na zwyczajne życie?
Nie przepadam za gotowaniem, zwykle przygotowuję rzeczy proste, jednogarnkowe. Zresztą niewiele więcej potrafię. Teraz jednak musiałam zmierzyć się z dziesiątkami przepisów kulinarnych. W moim wypadku przepisów na dalsze życie. Jakoś poszło, żaden jednak przepis nie nadawał się do przygotowania na kuchence turystycznej… Gdy sobie to uświadomiłam, mój świat runął – jak mam żyć bez rowerowych tułaczek, bez serka wiejskiego i pajdy chleba, kupowanych w przydrożnym wiejskim sklepie? 
Obraziłam się na świat i przez dwa tygodnie nie ruszyłam roweru. Nawet na wycieczkę wokół komina, nawet by obejrzeć kolory jesieni w najbliższym lesie. Codziennie po pracy siedziałam w domu nad książką kucharską, robiąc zakalce zamiast chleba… 
Ten beznadziejny stan trwałby pewnie do dziś, gdyby nie przypadek – któregoś razu jadąc samochodem, minęłam sakwiarza. Wyglądał na globtrotera – objuczony sakwami i wypełnioną po brzegi przyczepką, z pewnością nie był na weekendowym wypadzie. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że człowiek ten podróżował handbike’iem, bo nie miał jednej nogi. Poruszyło mnie to bardzo – skoro można przemierzać świat pomimo kalectwa, dlaczego ja – tak naprawdę cała i prawie zdrowa – tego nie robię? Pożalić się nad sobą potrzebuję, spędzać wieczory na opowieściach o mojej chorobie, zamiast oglądać jesienne zmierzchy?
Kilka dni później spakowałam sakwy. Były nieco bardziej wypełnione niż zwykle, bo zawierały nowe niezbędności – kilka znalezionych w sieci bezglutenowych, sproszkowanych obiadów i dwa własnoręcznie upieczone kukurydziane chlebki. Czas w drogę, czas łapać ostatnie chwile jesieni! Do zobaczenia, jak zwykle w drodze! 
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa. Swój świat opisuje na blogu: www.wronabezogona.pl.