okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2018 >> Pojechaliśmy w step

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Kirgistan


Pojechaliśmy w step

Adam Słupski
Kanion Bajka
„Długo w upojeniu śpiewał Danijar. Przycichła słuchając go zaczarowana noc sierpniowa. I nawet konie od dłuższej chwili szły już stępa, jak gdyby w obawie, żeby nie spłoszyć tego cudu” 
Czingiz Ajtmatow „Dżamila”
 
Rozległe stepy, wysokie góry, wspaniała proza Ajtmatowa, najwybitniejszego pisarza kirgiskiego, a także nieznana kultura stały się magnesem przyciągającym z siłą, której nie potrafiliśmy się oprzeć. Dlatego z grupą zapalonych rowerzystów i dzięki kontaktom jednego z uczestników z rosyjskim biurem podróży, które organizuje azjatyckie eskapady dla miłośników dwóch kółek, znaleźliśmy się na lotnisku nieopodal Biszkeku, stolicy Kirgistanu.
Lotnisko ochrzczono po legendarnym herosie Kirgizów – Manasie. Wielkie czyny wodza oraz jego syna i wnuka broniących swojego ludu opiewa obszerny epos noszący jego imię. Przez wieki żywot Manasa przekazywany był, z pokolenia na pokolenie, w pieśniach i dopiero w XIX wieku nastąpiła pierwsza próba jego spisania. Dziś Manas jest jedną z podstaw świadomości narodowej Kirgizów, a ci, którzy jego dzieje recytują z pamięci, cieszą się niezwykłą estymą.
Rześki świt sprawił, że zmęczenie podróżą i sześciogodzinną różnicą czasu przestało ciążyć. Po chwili ujrzeliśmy roześmianą twarz Bahtiara, który wyławiał nas z grupy podróżnych. Młody Kirgiz towarzyszył nam przez cały czas wyprawy, będąc dobrym duchem grupy, a jego otwartość i poczucie humoru sprawiały, że świetny nastrój nigdy nas nie opuszczał.
Niemal godzinny przejazd do hotelu pozwolił nam na otwarcie zaśniedziałych klapek w mózgu, pod którymi kryły się resztki wyniesionej ze szkoły znajomości rosyjskiego. Szybko jednak urwaliśmy rozmowę, z rozdziawionymi ustami wpatrując się w ośnieżone szczyty gór Tien-szan, których pasmo przybliżało się z każdym kilometrem. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Adam Słupski