okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2018 >> Wiar czyni cuda

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Pogórze Przemyskie oraz Góry Sanocko-Turczańskie


Wiar czyni cuda

Damian Kulak
Dolina Jamnej – błogość ogarnia człowieka
„Pogranicze dwóch narodów. Kraina burzliwej historii i niepewnej teraźniejszości, kraina opustoszałych wiosek, dzikich lasów, zapomnianych cerkiewek. To drugie Bieszczady...” Tyle Stanisław Kryciński – historyk i krajoznawca. Do nas w tej chwili bardziej obrazowo przemawiają słowa wersów legendarnej kapeli KSU: „Góry aż do nieba i zieleni krzyk...”. 
 
Choć może góry nie sięgają nieba, za to całe, po horyzont, pokryte są zielonym kobiercem. Zieleń jest intensywna, soczysta, zdrowa i niemal bez śladu działalności człowieka. W jednym tylko punkcie, w oddali widać jakąś przycupniętą wioskę. Poza tym jak okiem sięgnąć tylko lasy we wszystkich odcieniach rozpiętych pomiędzy szmaragdem a malachitem. Nie możemy się nadziwić, jak natura zdołała jeszcze uchować tu takie skarby przed zachłanną ludzką ręką. Długo sycimy wszystkie zmysły tym pierwszym zastanym widokiem. Z zamyślenia wyrywa nas dopiero niski ton dzwonów rozbrzmiewających z pobliskiej wieży kościoła w Kalwarii Pacławskiej. To wzgórze na styku Gór Sanocko-Turczańskich i Pogórza Przemyskiego obraliśmy jako punkt wypadowy naszych rowerowych wędrówek.
Góry Sanocko-Turczańskie to terra incognita dla większości krajan. Pogórze Przemyskie nadaje już przynajmniej kierunek wyobrażeniom. Dla jednych to jeszcze Bieszczady, dla innych to już niziny reszty kraju, rzucone za bardzo na północ, aby godne były noszenia miana gór. Są to tereny budzące niewiele skojarzeń. Zatem czas najwyższy zajrzeć nieco za tę zieloną kurtynę, rozciągającą się przed naszymi oczami i zobaczyć, co się za nią kryje.
Pierwszego dnia postanawiamy uchylić nieco południowe krańce tej zasłony i ruszyć w kierunku Arłamowa i dalej. Jako że startujemy spod klasztoru, z samego szczytu wzniesienia, wystarczy tylko podnieść nogi i rowery same zaczynają się toczyć nabierając prędkości. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Klaudia Plażyk