okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2018 >> Cytrynkowe odkrycia

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Pojezierze Drawskie


Cytrynkowe odkrycia

Tomasz Larczyński
Serce dawnego starostwa drahimskiego: zamek i kościół Wszystkich Świętych w Starym Drawsku
Pisałem już w sierpniu o tym, w jak fascynujące miejsca w Europie potrafi zaprowadzić frapujący zakątek mapy w podręczniku do historii. Jednak nie tylko na Bałkanach zdarzają się takie odkrycia – u nas, w Polsce, także. I przy okazji odkryjemy coś jeszcze…
 
Tym razem takim niedającym mi spokoju kawałkiem mapy był znany na pewno wszystkim, bardzo charakterystyczny „paluch” na północnej granicy Wielkopolski, wcinający się w Pomorze, a później w Brandenburgię – a było to starostwo drahimskie. Kto bardziej uważał na lekcjach historii, ten pamięta, że zdobył je Kazimierz Wielki w 1368 roku, by w Prusach przeciąć drogę zaopatrzeniową państwa krzyżackiego, uzależnionego od wsparcia ze swych niemieckich komandorii (a ostatecznie wcielił je do Polski Władysław Jagiełło). Zanim Polska odzyskała Pomorze, było stąd najbliżej do Bałtyku w całej Koronie – do najbliższej plaży pozostawało 80 kilometrów. Trzysta lat później król Jan Kazimierz zastawił starostwo Brandenburgii, a zabiedzona Rzeczpospolita nigdy już nie uciułała odpowiedniej kwoty na wykup. Po ostatniej wojnie dawne starostwo odzyskała Polska, choć żadnych pieniędzy nikomu przy tym nie zwracała. 
A więc Pojezierze Drawskie. Przygotowania już mniej fantasmagoryczno-historyczne, a bardziej historyczne, objęły u mnie jak zwykle kwerendę w poszukiwaniu najwyższego szczytu tej kupy gliny i głazów narzutowych. I oto właśnie zaczęły się odkrycia. Różne informacje wskazywały bowiem to na Wolą Górę (219 m n.p.m.), to na Czarnkowie (223 m n.p.m.) –w takiej sytuacji zwróciłem się zatem do niezawodnego przyjaciela każdego eksploratora pomorskich ostępów, czyli mapy topograficznej w skali 1: 10 000. Tu wszak zaskoczenie: okazało się bowiem, że te różne, najwyższe, podawane wcześniej szczyty to sczytywane z mapy punkty wysokościowe – jednak w galimatiasie młodoglacjalnego krajobrazu nie każdy pagórek je otrzymał. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Tomasz Larczyński