okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2 (12)/2009 >> Na polskim biegunie zimna

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Suwalszczyzna


Na polskim biegunie zimna

Kalina Stachowiak
Droga dookoła jeziora Wiżajny

Naszą kolejną zimową przygodę rozpoczynamy na przeciwnym krańcu Polski niż dotychczas („Zima w Bieszczadach”, „Rowertour”, nr 1/2009), czyli w Suwałkach. Choć daleko stąd na Biegun Północny, polski biegun zimna również zachęca do zdobywania go nie tylko pieszo i na nartach, ale też na dwóch kółkach.

Z niecierpliwością doczekaliśmy drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia, wzięliśmy rowery pod pachę, wskoczyliśmy do pociągu i wylądowaliśmy w Suwałkach. Pierwszy widok rozczarował: nie ma śniegu, ale przynajmniej mróz trzyma na zachętę.
Świąteczne lenistwo budzi nas skoro świt, to znaczy w południe. W zasadzie nie mamy specjalnie określonej trasy, byle dotrzeć na biegun, ale na to mamy kilka dni. Otwieramy mapę i ruszamy. Przez Białą Wodę dojeżdżamy pod górę Krzemieniuchę, wpychamy rowery i podziwiamy pierwsze widoki spod kapliczki z 1950 roku. Przed nami wiele górek, pagórków i już nam się tu podoba. Nie trzeba tłuc się pociągiem na południe, żeby zgrzać się na podjazdach i zapomnieć o palcach, kiedy mróz da się we znaki przy zjeździe. Stąd kierujemy się do Szurpił, gdzie podobno występują największe anomalie magnetyczne, ale jakoś tego nie zauważyliśmy.
Dalej, kierując się znakami niebieskimi, jedziemy na Zamkową Górę. Teren robi się naprawdę górzysty, prawie jak w Beskidzie. Góra wznosi się 45 metrów nad otaczającymi ją jeziorami, co zapewnia przyjemny widok. Na szczycie znajdowało się kiedyś jedno z najpotężniejszych na Suwalszczyźnie jaćwieskich grodzisk. Wypatrujemy kolejnego punktu wycieczki – Góry Cisowej – symbolu Suwalszczyzny. Do jej podnóży docieramy, gdy zapada już zmrok. Mimo że kusi specyficznym kształtem (który o ból głowy przyprawia geologów), rezygnujemy z podjazdu. W zapadających ciemnościach niewiele już zobaczymy, do tego robi się coraz zimniej, a przed nami jeszcze kilka kilometrów. Teraz trzymamy się czarnych oznaczeń szlaku do Smolnik. Po drodze mijamy ruiny młyna wodnego i wjeżdżamy w las. Od razu osaczają nas szpalery wysokich sosen, których korony giną w ciemnościach. Ostatni odcinek drogi jest nużący, a może to zmęczenie robi swoje? Palce u nóg sztywnieją coraz bardziej.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Kalina Stachowiak i Paweł Hańczur