okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2018 >> Marzenia się spełniają

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Marzenia się spełniają

Sławomir Bajew
 
Nie dalej jak rok temu miałem przyjemność dzielić się w felietonie przeżyciami związanymi z uczestnictwem w dwóch etapach wyścigu Tour de Pologne. Były wówczas zaproszenia na więcej w przyszłym roku, ale kto by tam traktował je poważnie przy pracy, w której nie wiadomo, co przyniesie następna godzina, a co dopiero będzie za rok. Staranie jednak o możliwość przejechania z kolarzami w kolumnie całej trasy w jubileuszowym Tour de Pologne zacząłem już w styczniu. Ciągle słyszałem: – NIE! – Ale to przecież wyścig w 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, 90 lat od powstania wyścigu, 75. edycja i 25. raz organizowana przez Lang Team, największe sportowe wydarzenie w Polsce, bez naszego udziału...? – zawieszam dramatycznie głos, próbując przekonać swojego, z dobrej zmiany, szefa. – NIE – słyszałem za każdym razem, aż do wiosny i kiedy potem, gdy kwiaty obsypały drzewa i krzewy, spotykały mnie w pracy różne (powiem najoględniej) mało przyjemne niespodzianki, zrozumiałem, że wyścig to ja sobie w telewizji obejrzę. Z nastaniem lata zrezygnowałem z dalszych upokorzeń i odpuściłem nurt błagalny. Przeszedłem w stan hibernacji, czyli pogodzenia się z tym niezrozumiałym dla mnie uporem i oporem szefa. Zadzwoniłem do Adama Michty – dobrego szefa zabezpieczenia wyścigu – że jednak muszę odpuścić i nie pojadę. Trudno. Nie wszystkie marzenia widocznie mają się spełnić. Sześć i pół miesiąca żebrania o tygodniową delegację na wyścig uznałem za wystarczająco duży wysiłek podjęty, by owo marzenie zrealizować. Było mi po ludzku przykro. 
Zaczął sie lipiec. Właśnie dostałem kolejnego kopa w zad. Wyścigiem przestałem się interesować. To, że na niego pojadę, mieściło się w kategorii cudów. Tak, bym pojechał na zawody, musiał wydarzyć się cud. A ktoś mówił, że one się nie zdarzają? Zdarzają, zdarzają… Jeśli nie możesz zmienić myślenia szefa, zmień szefa! Właściwie to nie ja zmieniłem, ale na niespełna dwa tygodnie przed rozpoczęciem Touru sam się zmienił. To znaczy awansował. A następca, w dwie godziny, podjął decyzję o wysłaniu mnie na wyścig. Czyż nie cud? Akredytacja, rezerwacje, skompletowanie ekwipunku... kruca bomba mało czasu. Dałem radę. 
4 sierpnia rano zameldowałem się na Rynku Głównym w Krakowie. Przejechałem z kolarzami wszystkie etapy, byłem kibicem, dziennikarzem i turystą jeżdżącym na swoim rowerze po trasie wyścigu. Przyjrzałem się zawodom dokładnie z każdej strony z tak bliska, jak sobie tylko można wymarzyć. Rozmawiałem z idolami sprzed lat. Zwiedziłem autobusy drużyn kolarskich i stałem z chorągiewką na mecie. To było jak sen. Sen, który się spełnił, gdy nic na to nie wskazywało. I co sobie teraz wyrzucam (ale jednak większe jest uczucie wdzięczności)? Że straciłem wiarę! Nie róbcie tego nigdy!
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.
 

 



 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164