okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2018 >> Szosa

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Szosa

Weronika Leczkowska
 

Stary i piękny rower szosowy z manetkami w ramie i cudnym „barankiem” dostałam już kilka lat temu. Wsiadłam, przejechałam się po okolicznych asfaltach i doszłam do wniosku, że na dłuższą metę nie jest to przyjemność dla mnie. Bo cóż takiego ciekawego może zdarzyć się podczas podróży szosami? Jaka przygoda pozostanie dłużej w pamięci? Tir, który przejechał za szybko i za blisko? Smród spalin? Owszem, bywają chwile, gdy potrzebuję przemieścić się szybko i sprawnie, wtedy bez zastanowienia wybieram szosówkę. Ale tak naprawdę rower ten, wyciągany rokrocznie przed sezonem, do ponownego schowania w garażu przeżywa ze mną może kilka krótkich przebieżek. 

Ta jesień przywitała mnie jakoś pechowo – mój niezawodny rower terenowy padł w drodze podczas rutynowego objazdu okolicy. Do domu wróciłam pieszo, a następnego dnia rano… no cóż, pozostał mi do jazdy mój czerwony, szosowy „rumak”. Szczerze mówiąc, tego poranka poczułam zawód. Bo przecież jesień już, i miałam jeździć po szeleszczących liściach, pstrykać kołami po żołędziach w zagajniku dębowym, oglądać zmieniające się kolory przyrody. Ale cóż – siła wyższa przecież... Tego dnia jednak przeżyłam zaskoczenie: dotarłam na szosę, której jeszcze nie znałam (myślałam, że nie ma już nieznanych dla mnie ścieżek w promieniu 50 kilometrów od domu!). 
W weekend umówiłam się na przejażdżkę z synem – ciągle jeszcze jest w miarę ciepło, postanowiliśmy więc pojechać gdzieś nad jezioro. Mój niezawodny rower dalej był w naprawie, znów padło więc na tego „drugiego” i na podróż szosami. Mimo zadowolenia wynikającego z planowanej podróży z synem (och, od kiedy wydoroślał, chyba jeszcze nie byliśmy sami nigdzie dalej), czułam rozczarowanie – cóż może nas pięknego spotkać po drodze? Szosa to cywilizacja, cywilizacja to nudy.
Nad jezioro dojechaliśmy po południu, dużo szybciej niż wszelkie nasze przewidywania. Wykąpaliśmy się, rozstawiliśmy namiot. Gdy przyszedł wczesny zmierzch, rozpaliliśmy ognisko i zaczęliśmy wspominać dzisiejszą drogę. Okazało się, że była pełna przygód! W Łowiczu spotkaliśmy ciekawą malarkę, pod Kiernozią zostaliśmy zaproszeni przez przemiłego właściciela na wyżerkę do sadu morelowego, w Gąbinie graliśmy z przechodniami w uliczne szachy, w Gostyninie przypadkowo spotkany starszy pan opowiedział nam historię jatek miejskich.  
To nie była moja typowa podróż, która z reguły jest powolną włóczęgą z dala od cywilizacji. To był szybki sprint przez Mazowsze. Miał jednak coś, czego w moich leśnych zaułkach z reguły za wiele nie doświadczam: ludzi.  
Zaczarowała mnie moja stara kolarka. Pojeżdżę nią jeszcze trochę więcej!
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa. Swój świat opisuje na blogu: www.wronabezogona.pl.
 


 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164