okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2018 >> Polacy, o rany, jak się cieszę!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Laos


Polacy, o rany, jak się cieszę!

Adela Tarkowska
Przepiękne okolice Vang Vieng
Gdy przekraczamy granicę chińską, pierwszą rzeczą, która rzuca nam się w oczy jest fakt, że w Laosie jest czysto, cicho i zielono. Wreszcie nie ma tak wszechobecnych w Chinach tirów, a zbocza pokrywa niezdegradowany las, z którego dobiega miły dla ucha ptasi śpiew. 
 
W mijanych wioskach ludzie wiodą bardzo proste życie. Nie mają prądu ani bieżącej wody, a większość domów zbudowanych jest z drewnianych, krzywo przyciętych desek lub z bambusowej plecionki. Dachy pokrywają zaś blacha lub strzecha. Pod wieczór ruch pieszy znacznie się wzmaga. Mężczyźni wracają z pól, a kobiety rozpalają przed domami ogniska, na których gotują kolację. Dzieci też mają swoje obowiązki – zaganiają świnie lub noszą na nosidłach wodę z wioskowej studni. Pachnie dymem i jedzeniem. Przypomina mi się Etiopia, w której wieczorami panowała podobna atmosfera. Na noc rozbijamy się na wzgórzu pod lasem. Wraz z nastaniem zmroku szybko cichną wioskowe odgłosy. Zapada całkowita, błoga cisza, a okolicę rozświetla srebrny blask księżyca w pełni. Przez całą noc drogą nie przejeżdża nawet jedno auto. 
Rano okolicę spowija mgła i czuć wilgotny chłód. Przed domami i na poboczach płoną ogniska, przy których miejscowi ogrzewają się, skuleni wyczekując pierwszych promieni słońca. Wszyscy machają do nas ochoczo i uśmiechają się serdecznie, a dzieci puszczają się biegiem za rowerami, aby przybić z nami piątkę. Przed południem natrafiamy na miejscowy targ, na którym poza bananami, imbirem, gotowaną kukurydzą, trzciną cukrową i pędami bambusa, można kupić też martwe wiewiórki, po które przyjeżdżają Chińczycy. Ponieważ jest niedziela, w wioskach panuje luźna atmosfera. Dziewczęta przechadzają się wzdłuż szosy, bądź siedzą w parach, iskając sobie z głów wszy, a chłopcy grają w bule oraz urządzają walki kogutów. Zatrzymujemy się, aby popatrzeć chwilę na walkę. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Krzysztof Józefowski