okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2018 >> Razem

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Razem

Weronika Leczkowska
 
Uwielbiam letnie miesiące, ale chyba jeszcze bardziej kocham wrzesień. To miesiąc, kiedy pełne turystów morze znów staje się dzikie i bezludne, a plaże zamiast parawanów pełne są wodorostów, patyków i muszelek. Wczesną jesienią uwielbiam też góry, gdzie po dwóch miesiącach masowych „nalotów” kręte ścieżki znów zaczynają porastać bluszczem. W podróży jestem bowiem egoistką – nie lubię dzielić się z innymi widokami i ciszą. Ludzie są chyba najgłośniejszymi stworzeniami na naszej planecie – często gadają, krzyczą i śpiewają, nawet wtedy, gdy odrobina ciszy zaowocowałaby prawdziwym spotkaniem z naturą.
Gdy więc kończy się „turystyczne” lato, a po naszej wspólnej, rodzinnej włóczędze zostają tylko wspomnienia, ja planuję sobie „ciszę”, czyli krótkie weekendowe spotkania z naturą. Dni są ciągle ciepłe i długie, można więc nacieszyć się widokami do woli. Zwykle wybieram wodę: jeziora lub morze. Te, ciągle rozgrzane jeszcze letnim słońcem, doskonale nadają się do pływania. 
W tym roku na dziką, wrześniową wyprawę nie pojadę sama, zabiorę ze sobą męża. Obchodzimy bardzo okrągłą rocznicę ślubu i chciałabym powrócić w miejsca, które były naszą pierwszą, wspólną rowerową wycieczką – Bieszczady. Tu spędziłam spory kawałek dzieciństwa, tu więc zabrałam mojego całkowicie niedoświadczonego w podróży męża w podróż poślubną. Dziwił się mój mężczyzna nieco, gdy zamiast plecaków nosiliśmy na plecach po górskich szlakach rowery, ale z braku doświadczenia w podróżowaniu bicyklem przyjął to za normę. Spodobał mu się również mój nieustanny brak orientacji w terenie i związane z tym błądzenie – podobnie jak ja, uznał to za cudowne i spontaniczne oderwanie się od rzeczywistości. To właśnie tu, zwiedzając piękne, zabytkowe cerkwie, znaleźliśmy imię dla naszego (jak się później okazało, będącego już w drodze) synka: Bazyli. To właśnie tu, wśród dzikich plenerów poczuliśmy, jak mimo wielu odmienności podobnie patrzymy na otaczający nas świat. 
Rowerowe podróże nas zjednoczyły, dawały i dają nam siłę w trudnych chwilach naszego życia. Gdy świat wokół zaczyna się walić, my zamiast się poddać i załamać, zaczynamy jeździć palcem po mapie i wspólnie marzyć…
Za nami 20 lat wspólnego życia i rodzinnych wakacji na dwóch kółkach. Przed nami (mam nadzieję) jeszcze więcej.
Szykuj więc, mężu, swój wysłużony rower do podróży – w najbliższy weekend znów ruszamy. Oczywiście w puste, jesienne Bieszczady!  
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma normalny dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa. Swój świat opisuje na blogu: www.wronabezogona.pl.
 

 



 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164