okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2018 >> Cztery rowery i osiem na plusie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> z Turku do Rzymu


Cztery rowery i osiem na plusie

Daniel Antosik
Przed rzymskim Koloseum
Najpierw był majowy, dwudniowy, męski wypad rowerowy do Ciechocinka. To wtedy zrodził się pomysł, aby jeszcze w tym roku pojechać gdzieś dalej. Sylwka i Mateusza ciągnęło do Hiszpanii. Ja i Tomek myśleliśmy raczej o wyprawie wzdłuż Dunaju. W drodze kompromisu z dwóch propozycji wybraliśmy trzecią – Rzym. 
 
Szybko podjęliśmy decyzję, że to nie będzie zwykła wyprawa po przygodę. Chcieliśmy przy okazji zrobić coś dobrego dla innych. Padła propozycja: wyprawę relacjonujemy na fanpage’u i robimy zbiórkę pieniędzy na rowery dla zaprzyjaźnionego domu dziecka. Wynik głosowania: cztery razy tak!
Po dopięciu wszelkich spraw organizacyjnych, wytyczeniu trasy i zabukowaniu noclegów nadszedł dzień startu. Przy turkowskiej fontannie już o 4:30 rano zjawili się najbliżsi i znajomi z grupy Rajdy Rowerowe Turek. 
Pierwszy dzień miał być zaledwie rozgrzewką przed poważnym pedałowaniem. Ruszyliśmy do Kalisza, skąd mieliśmy dotrzeć pociągiem do Bystrzycy Kłodzkiej. Droga do Kalisza o tej porze była bardzo spokojna. Nie sprzyjała nam jednak pogoda, wiało i mżyło. Na szczęście bez problemów zdążyliśmy na pociąg, który dowiózł nas do Jaworzyny Śląskiej. Właśnie w tym miejscu skończyła się sielanka, a zaczęły problemy organizacyjne. Po przepysznym obiedzie wróciliśmy na stację PKP, aby po przesiadce jechać dalej w kierunku granicy z Czechami. Niestety, nie sprawdziliśmy rozkładu po zmianach. Okazało się, że ostatni pociąg w kierunku Bystrzycy odjechał, kiedy my raczyliśmy się obiadem. Z konieczności wróciliśmy więc do Wrocławia, aby przesiąść się na inny pociąg. Tam zaś dowiedzieliśmy się, że pociąg, owszem, dojedzie, ale tylko do Kłodzka… Dalej funkcjonuje komunikacja zastępcza, która rowerów nie zabiera. Udało nam się jakoś wyprosić u konduktora transport rowerów autobusem zastępczym. Postanowiliśmy, że dojedziemy do Międzylesia. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Daniel Antosik