okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2018 >> Najpierw TAK, potem w drogę

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Na szlaku >> Korsyka i Sardynia


Najpierw TAK, potem w drogę

Paulina i Michał Woźnica
Korsyka. Początek niesamowitych widoków na trasie Calvi – Galéria
To że podróż poślubną odbędziemy na rowerach i to zaraz po tym, jak powiemy sobie sakramentalne TAK – było dla nas oczywiste. A że kochamy jazdę po wyspach, wybór padł na Korsykę i Sardynię. 
 
Ponieważ mamy szczyt sezonu i nie udaje nam się znaleźć biletów lotniczych w dobrych cenach, decydujemy się na wyprawę autem z Polski, z przerwą na zwiedzanie Wenecji, a w drodze powrotnej Pizy, jeziora Garda oraz Innsbrucka. Bagaże i rowery po zdemontowaniu przednich kół i rozłożeniu siedzeń spokojnie mieszczą się do środka samochodu. 
Naszą bazą, w której zostają cztery koła, jest Tirrenia i Hostel GipiDuePisa. Rozglądając się za miejscem na jedną noc, szukaliśmy takiego, w którym moglibyśmy tanio i bezpiecznie zostawić auto na dwa tygodnie. I jedyną miejscówką, która zaoferowała nam taką możliwość, był właśnie wspomniany hostel w miejscowości Tirrenia (15 minut rowerem od portu w Livorno). Parkingi miejskie w Livorno, w porcie i na kempingach przeważnie kosztowały około 12 euro za dzień postoju. Summa summarum, gdy już wyjeżdżaliśmy, a personel dowiedział się, że była to nasza podróż poślubna – woda ognista z wesela w ramach podziękowania za pozostawienie auta okazała się wystarczającym środkiem płatniczym.
Około godziny 15 przypływamy promem z Livorno do Bastii w Górnej Korsyce. To miasto portowe położone na wzgórzu, obecnie jeden z najważniejszych francuskich portów na Morzu Śródziemnym. Od razu po przybyciu do miasta szukamy drogi wyjazdowej, która umożliwi nam przejazd do położonego po drugiej stronie wyspy Saint-Florent. Wybieramy trasę przez góry, chociaż większość rowerowych recenzji sugeruje przejazd przez półwysep i przylądek Cap Corse. Z perspektywy czasu uznajemy, że te sugestie miały sens, bo ostatecznie więcej pchamy rowery pod górkę, niż jedziemy. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 

 



Zdjęcie: Paulina i Michał Woźnica