okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2018 >> Toast wigilijny

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Korespondencja >> Boliwia: płaskowyż Altiplano


Toast wigilijny

Wojciech Ganczarek
Miasto Potosí i góra Cerro Rico. Od 500 lat walą w nią kilofami w poszukiwaniu srebra. A ta jeszcze stoi
Lekarka ze zmiany nocnej siedzi na krześle obok. Co chwilę wstaje, wychodzi z poczekalni, krąży po korytarzu nerwowym krokiem i wraca: na krzesło albo na sofę przy wejściu. Wspiera głowę na rękach i patrzy, nie widząc.
 
Dwudziesty czwarty grudnia, Wigilia. Dojechałem do Salinas de Garci Mendoza jeszcze przed południem. Nic ponad małe miasteczko przykurzonych uliczek. Na rynku kilka drzew, dwie przecinające się aleje i stragany ustawione ciasno dookoła, na nich słodycze, warzywa i zabawki czekają Narodzenia. Bistra jeszcze zamknięte, więc i ja czekam. Starszy mężczyzna w kapeluszu przyjechał na ślub, na wesele: nie jest stąd, krząta się i też nie wie, co ze sobą zrobić. Czeka, wszyscy czekamy.
Pomyślałem, że hotel to nie najgorszy pomysł. W końcu Wigilia, warto spędzić ją w godnych warunkach. Poszedłem do tego na rogu rynku, nie było miejsca dla Ciebie, ale wszystko zajęte, bo goście weselni, w Betlejem w żadnej gospodzie. Dowiedziałem się, że są jeszcze dwa, więc urodziłeś się, Jezu, ale jeden był nieczynny, a drugi zamknięty, wychodzi na jedno, w stajni w ubóstwie i głodzie. 
Minęło popołudnie, dzieci: – Skąd jesteś? – Kolonia? – Polonia. Potem następne: – Skąd jesteś? – Kolonia? Dzieci, które przyszły pierwsze: – Idiota, żadna kolonia, tylko Polonia! Dzieci są bezlitosne, prawda? Minęło popołudnie, a wieczorem poszukałem miejsca pod namiot. Szpital był otwarty, więc wszedłem. Pielęgniarka zgodziła się bez zastanowienia. Usiadłem i zacząłem czytać plakaty o zaletach karmienia piersią i szkodliwości preparatów odżywczych dla dzieci. Potem zjawiła się lekarka i ta nie była już wcale pewna.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Wojciech Ganczarek