okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2018 >> Król nie zabronił jeździć rowerem!

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

Korespondencja >> Polinezja – Wyspy Tonga


Król nie zabronił jeździć rowerem!

Szymon Rzeźwicki
Skała Tsunami Rock na głównej wyspie archipelagu – Tongatapu
Pęknięta rama, siodełko rodem z gabinetu tortur i miękkie, niedopompowane opony. Perspektywa kupna dętki w przypadku awarii – żadna. To wszystko za 60 złotych dziennie. Tak wyglądają realia rowerzystów na koralowo-wulkanicznym archipelagu, jedynym na Południowym Pacyfiku niepodbitym ani razu przez białego człowieka. 
 
Godzimy się jednak na te warunki – nie na takim sprzęcie się jeździło, a możliwość zrobienia czegoś na własną rękę była nam bardzo potrzebna. W miejscu, gdzie transport publiczny nie istnieje, każda piędź ziemi do kogoś należy, a w niedzielę prawie wszystko jest zakazane – rower, jaki by nie był, zdaje się być rozwiązaniem idealnym. Bo król nie zabronił jazdy rowerem, nie zakazuje tego lokalna religia ani obyczajowość. Mimo to jazda na dwóch kołach raczej nie uchodzi uwadze miejscowych, a już na pewno nie jest czymś normalnym!
Niedziela to dzień odpoczynku i zapewne wielu z nas z radością może się oddać swojemu ulubionemu zajęciu, jakim jest spędzanie czasu na wycieczce rowerowej. Nie ma w tym nic złego – przecież hartujemy ciało, hartujemy ducha, patrzymy z dystansu na cały miniony tydzień i planujemy nadchodzący. Są jednak miejsca, gdzie świętowanie niedzieli stało się kwestią niemal ważniejszą od religii albo wręcz zaczyna brakować w owym konserwatywnym świętowaniu sensownego jego wytłumaczenia. Tak jest w Tonga, jednym z najodleglejszych od Polski krajów świata. Najodleglejszych, co oznacza dystans około 16 000 kilometrów. Większość lokalnej ludności należy do miejscowego kościoła metodystów, zwanego Free Wesleyan Church, który z kolei wywodzi się Free Church of Tonga, kościoła powstałego w 1875 roku, kiedy to król Tupou I za namową pastora postanowił się uniezależnić od metodystów z Australii. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Wojciech Ganczarek