okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2018 >> Po czeskiej stronie Kanady

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Styl życia >> Czechy: gdzie na single tracki


Po czeskiej stronie Kanady

Jarosław Tomaszewski
Leśne ścieżki Vysočiny to kwintesencja kolarstwa górskiego
Bardzo lubię rowerowe powroty na czeskie single. Choć z reguły wiem, czego mogę się po nich spodziewać, prawie zawsze zaskoczą mnie czymś nowym. Jeśli podzielacie moją miłość do Czech i roweru górskiego, nie bójcie się zaryzykować i rzućcie się w wir krętych jak agrafka singli. 
 
Tym razem moją przygodę miałem rozpocząć w Pradze. Dotarłem do niej z Poznania dalekobieżnym autobusem. Po drodze nie mogło oczywiście zabraknąć sytuacji rodem z filmów Barei. Jak przystało na międzynarodowego przewoźnika, kierowca znał język obcy. Dokładnie dwa słowa po rosyjsku. Groźnie wykrzykiwane „paszoł won” miało być groźbą przymusowej wysiadki dla wszystkich niezapinających pasów. Mimo że sam jestem wielkim orędownikiem ich zapinania, bardzo śmieszyły mnie komunikaty wypowiadane przez autobusowy radiowęzeł. „Ja wszystko widzę przez kamerę, zapinać pasy” – tak brzmiał jeden z wielu. Reszta drogi mijała mi na wysłuchiwaniu głośnych dywagacji dwóch pasażerów-kierowców na temat pereł niemieckiej motoryzacji. Ostatecznie wygrał Volkswagen Passat z nieśmiertelnym silnikiem 1.9 TDI.
Na jedną noc musiałem zatrzymać się w Pradze. Nie miałem jednak ochoty przebywać w moim hotelowym pokoju. Choć rozpieszczał mnie standardem, zdecydowanie bardziej ciągnęło mnie do wąskich i krętych ścieżek, nazywanych single trackami lub trailami.
Nietypową przystawką, poprzedzającą trzy dnia jeżdżenia po czeskich singlach, miała być dla mnie możliwość kibicowania podczas zawodów Pucharu Świata w kolarstwie górskim XCO, odbywających się w Novym Měście na Moravě, leżącym na granicy Moraw i Środkowych Czech. 
Mając na uwadze rangę tych międzynarodowych zawodów, można się spodziewać otoczenia pełnego splendoru i ekskluzywności. W przypadku Novego Města na Moravě jest jednak inaczej. Zdecydowanie to jedno z miejsc pośrodku niczego. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Petr Slavík