okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2018 >> Na mufinkach przez Amerykę

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Styl życia >> Trans Am Bike Race


Na mufinkach przez Amerykę

Z Marzeną Szymańską, która przejechała najdłuższy rowerowy ultramaraton świata Trans Am Bike Race, rozmawia Marek Rokita
Nagrodą za ciężki podjazd w upale i ogromnej wilgotności powietrza jest piękny, górski krajobraz – Pippa Passes, stan Kentucky
Podobno jako dziecko byłaś bardzo wątła i słaba.
– Rzeczywiście, gdy byłam dzieckiem, byłam bardzo wątła, wiecznie chora i cały czas jeździłam po szpitalach. No i późno nauczyłam się jeździć rowerem. Nikt nie myślał o tym, żeby mnie nauczyć.

Kiedy przestałaś chorować?
– Miałam 14 lat. Wtedy skończyły się te wszystkie zapalenia płuc i inne choroby. No ale zanim nauczyłam się jeździć, też minęło trochę czasu, bo jak skończyły się choroby, zajęłam się po prostu normalnym życiem. Ale zawsze myślałam, że fajnie byłoby jeździć rowerem, że to musi być świetna rozrywka. Teraz nadrabiam stracony czas.

Startując w najtrudniejszym ultramaratonie świata... Jak to się stało, że zdecydowałaś się na udział?
– Sporo jeżdżę po szosie, interesowałam się maratonami rowerowymi. Przejechałam kilka ultramaratonów w Polsce – dwa razy Bałtyk-Bieszczady Tour, a w ubiegłym roku Maraton Rowerowy Dookoła Polski, dystans ponad 3000 kilometrów. Po nim pomyślałam, że to jest faktycznie coś, co mi się podoba, coś, co lubię – taki właśnie długi, intensywny wysiłek, kiedy trzeba jechać ponad 200 kilometrów na dobę. Wtedy zaczęłam rozglądać się za czymś więcej. W Polsce niczego bardziej wymagającego nie ma. O Trans Am Bike Race opowiedział mi kolega z Warszawy – Ryszard Deneka, który startował rok wcześniej i zajął świetne siódme miejsce. Zachęcona tym, co mówił, pomyślałam, że to byłoby niezłe. Wtedy zaczęłam się starać o to, żeby udało się wziąć w nim udział.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Archiwum Marzeny Szymańskiej