okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2 (12)/2009 >> 2 (12)/2009 >> Na małych kółkach z przyczepką

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Galeria >> Filipiny – Manila


Na małych kółkach z przyczepką

Jakub Wittchen
W Manili rozpoczął się kolejny gorący dzień

Małe rowerki z dwudziestocalowymi kołami są wszędzie. Jeżdżą na nich prawie wszyscy. Dzieci do szkoły, czasem nawet we trójkę na jednym bicyklu. Ludzie do pracy. Elegancko ubrany pan z teczką, cisnący na pedały podkurczonymi nogami, to wcale nierzadki widok.

W tak dużym mieście jak Manila minirowerki świetnie sobie radzą w korkach, prześlizgując się pomiędzy tricyklami – motocyklowymi odpowiednikami rowerowych taksówek, jeepneysami – ryczącymi autobusami z kolorowym hasłami typu „Bóg jest miłością”, ciężarówkami i opancerzonymi pojazdami policji. Korki są wszędzie i nie kończą się nigdy, nocą są tylko mniejsze.
Zobaczenie tradycyjnego roweru na ulicach Manili graniczy z cudem. Małymi rowerkami, zwanymi u nas potocznie bmx, wozi się wszystko. Wystarczy dospawać platformę z kółkiem i z pojazdu osobowego robi się nagle transporter lub taksówka. W stolicy Filipin roi się od takich taksówek. Jeżdżą nimi studenci, osoby wracające z zakupów na targu, ludzie spieszący się do pracy oraz turyści. Nie są to standardowe riksze, z siedziskiem dla pasażera z przodu, platforma znajduje się bowiem z boku roweru, jak w przyczepkach motocyklowych. To najtańszy sposób przemieszczania się po mieście, nie wliczając chodzenia pieszo. Właścicielami takich pojazdów są głównie młodzi chłopcy, to ich sposób na życie i zarobienie pieniędzy. Kiedy nie mają klientów, nie rwą sobie włosów z głowy. Ich styl życia, podobnie jak większości Filipińczyków, oddaje lokalne powiedzenie „bahala”. W wolnym tłumaczeniu oznaczono: „Płyń na fali. Ciesz się z tego, co masz, bierz to, co przynosi los, nie przejmuj się, jutro też jest dzień i też zaświeci słońce…”.
Prawdziwa praca dla rowerowych taksówkarzy zaczyna się, gdy pada deszcz. Rowery okryte kolorowymi plandekami przystosowane są do pracy zarówno w palącym słońcu, jak i w deszczu. Lokalne ulewy bardziej przypominają oberwanie chmury niż deszcz w rozumieniu Europejczyka. Deszcz na Filipinach to kilkugodzinna „ściana wody”, utrudniająca poruszanie się po mieście. Ulice są zalane, system studzienek miejskich nie nadąża zbierać wody. Poruszania się na własnych nogach nie można brać pod uwagę, gdyż woda sięga wysoko ponad kostki.



Zdjęcie: Jakub Wittchen