okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2018 >> Giro d’Italia z sakwami

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Włochy: Toskania


Giro d’Italia z sakwami

Karol Trojanowski
Florencja, panorama na Arno i Most Złotników
Tego, że nie będzie łatwo, doświadczamy już pierwszego dnia naszej wyprawy. 
Zaraz za Bagno a Ripoli, miasteczkiem na przedmieściach prowincji Florencja, czeka nas ostry podjazd. A od Grassiny zaczyna się prawdziwa wspinaczka na wzgórza Chianti. 
 
Jedziemy drogą SP222 (strada provinciale). Zanim dojedziemy do Greve, pokonamy kilka wymagających górek. Na jednej z nich jest gruba biała linia i napisy na asfalcie, pozostałość po jakimś wyścigu kolarskim. Czyżby Giro d’Italia jechało przed nami? Zatem pierwszą premię górską mamy już za sobą. W Strada in Chianti robimy sobie dłuższą przerwę przy kranie z wodą i spotykamy grupkę kolarzy szosowych. Dają znać, że mają szacunek dla naszego wyzwania, aby objuczonymi rowerami pedałować po Toskanii.
Greve in Chianti, do którego docieramy w porze lunchu, ma stary rynek w kształcie trójkąta. W kamieniczkach zwężających się ku kościołowi umiejscowiły się liczne sklepy i restauracje. W jednej z nich zjadamy spaghetti i po raz pierwszy testujemy lokalne wino. Postanawiamy dojechać jeszcze do Panzano. Droga początkowo prowadzi wzdłuż rzeki, lekko w górę, jednak z każdym kilometrem nachylenie wzrasta. Gdy przed nami ukazuje się zygzakowaty podjazd, na którym nawet samochody warczą z wysiłku, dajemy za wygraną. Na zakręcie, gdzie przystajemy, mały kierunkowskaz informuje o Fattorii Montagliari, produkującej wino i oferującej noclegi. Postanawiamy zapytać o wolny pokój. – Hanno delle camere libere? – testuję mój włoski, a pani w restauracji z uśmiechem odpowiada: – Si. Dostajemy przestronny apartament na piętrze, jakby żywo wyjęty z początku poprzedniego stulecia. Ozdobna posadzka, wielkie drewniane łoże, stylowa szafa i komoda nadjedzone przez korniki, a w łazience ceramiczne misy i dzbanki do mycia, ale i nowoczesny prysznic. Właściciel zaprasza nas do winiarni. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Szymon Nitka