okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2018 >> Trudne powroty

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Trudne powroty

Weronika Leczkowska
 
Siedzę sobie na rynku w Garwolinie, moczę nogi w fontannie i myślę o nieuchronnym końcu kolejnego rowerowego wypadu. Byłam w Kazimierzu, Nałęczowie, Sandomierzu, Lublinie, nocowałam w pięknych lasach, pływałam w dzikich, zarośniętych rzęsą jeziorkach, skakałam po kwiecistych łąkach pełnych koników polnych. Podczas tej podróży poznałam też kilka ciekawych osób: dwie staruszki z Niemiec, które postanowiły objechać świat kamperem; rodziców z niepełnosprawnym synem, podróżujących tandemem; czy pana Bolka i jego kozę, z którą spędza całe dnie na łące. I to wszystko wydarzyło się w zaledwie kilka dni! Mój raj, moja odskocznia, której chciałabym doświadczać wiecznie. Z dala od pracy, domu i obowiązków, kłopotów dnia codziennego.
Może i dobrze, że wracam – skóra na plecach pokryła się drobnymi bąblami od nadmiernego przypalenia słońcem, żebra bolą przy każdym oddechu, a kolano spuchło (te dwie rzeczy to wynik wczorajszego lotu przez kierownicę). Jestem zmęczona upałem i wiecznie głodna (z racji przymusowej diety – w wiejskim sklepie niewiele jest dla mnie do zjedzenia). Nie zabrałam też ze sobą grzebienia, więc istnieje realna groźba, że po dłuższej włóczędze nie rozczesałabym włosów i musiałabym ogolić je maszynką na łyso. W domu zjem coś ciepłego, w domu się wykąpię i wyśpię na miękkiej poduszce. Jednak z każdą sekundą chłodzenia stóp w wodzie coraz bardziej czuję, że mimo niedogodności jeszcze nie chcę, że mogłabym dalej. Upał przestaje być straszny, mijane pola pełne wiśni, czarnych porzeczek i malin dałyby wyżywienie na następnych kilka dni… 
Dziesiąta, a już upal. Na rynku w miarę pusto, jedynie na ławkach kilku bezdomnych łapie jeszcze spóźniony sen wczorajszej nocy. Jeden z nich właśnie się obudził, rozejrzał i od razu zobaczył we mnie swoją ofiarę – postanowił pożyczyć ode mnie kilka groszy. 
– Ja w podróży, każdy grosz na wagę złota, nie mogę dać – wykręcam się.
– Pani da, upał, pić się chce, a tu nawet na wodę nie mam.
– Nie dam, nie mam. Mam tylko kartę płatniczą – znów skłamałam, by sobie poszedł w końcu.
Ten jednak nie zrezygnował. Zaczął oglądać moje bagaże i dopytywać się dalej.
– A gdzie pani tak jedzie?
– A teraz to już wracam. Do domu muszę jechać.
Popatrzył zdziwiony.
– Muszę? Też bym chciał tak musieć. Tylko że ja nie miałbym już dokąd jechać…
Potem nastąpiła krótka opowieść o bezdomności, z której dowiedziałam się, jak łatwo jest dom stracić i jak trudno o nowy. Smutna opowieść o zmarnowanym przez nałóg życiu…
Dałam człowiekowi piątaka, szybko wyjęłam nogi z fontanny i założyłam rozwalające się buty – czas wracać do rodziny, czekają tam na mnie. Tak się cieszę, że mam do kogo wracać! 
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma normalny dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa. Swój świat opisuje na blogu: www.wronabezogona.pl.