okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2018 >> Wyścig z czasem

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Chiny, część II


Wyścig z czasem

Adela Tarkowska
Longhua – ludzie żyją tu w kilkusetletnich domach, dokładnie jak przed wiekami
Planując trasę przez Chiny, zakładaliśmy pokonanie ponad pięciu tysięcy kilometrów w trzy miesiące. W tym czasie mieliśmy wjechać na Wyżynę Tybetańską i przejechać na wysokościach podchodzących pod pięć tysięcy metrów nad poziomem morza. 
 
Wiedzieliśmy, że plan może się powieść jedynie pod warunkiem, że nie napotkamy na żadne przeszkody i wszystko będzie przebiegać według wcześniejszych założeń. Komplikacje zaczęły się jednak jeszcze przed półmetkiem, kiedy to dowiedzieliśmy się, że jesteśmy w  600-kilometrowej strefie wojskowej i dostaliśmy nakaz natychmiastowego opuszczenia tych terenów pociągiem. Tu właśnie przerwałam moją opowieść w poprzedniej relacji z Chin, która ukazała się w majowym „Rowertourze”. 
Po całym zamieszaniu z pobytem w zakazanej dla obcokrajowców strefie docieramy do miasta Chengdu, gdzie mamy złożyć wnioski o drugie przedłużenie wizy. Tu dowiadujemy się jednak, że przepisy uległy zmianie i wizę można przedłużyć już tylko raz. Nie możemy w to uwierzyć! Jesteśmy w połowie Chin i za kilka dni nasz pobyt tutaj ma się stać nielegalny, co grozi aresztem i deportacją. Jedynym rozwiązaniem jest natychmiastowe opuszczenie kraju. Jeszcze tego samego dnia kupujemy bilety wylotowe do Tajlandii. Rowery i cały dobytek zostawiamy w Chinach u poznanego rowerzysty z Austrii, a sami lecimy do Bangkoku, gdzie w ambasadzie chińskiej składamy wnioski o nowe wizy. 
Następnego dnia dostajemy telefon, że dla pani konsul nie jest jasny cel naszego powrotu do Chin. Mamy napisać dokładnie, co robiliśmy w Chinach przez minione dwa miesiące – dzień po dniu – gdzie spaliśmy i co zwiedzaliśmy oraz, również dzień po dniu, co zamierzamy robić i gdzie spać przez kolejny miesiąc. Sprawa jest dość skomplikowana, ponieważ po Chinach oficjalnie nie wolno podróżować własnym środkiem transportu, a każdy nocleg powinien być zarejestrowany na policji. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Adela Tarkowska i Krzysztof Józefowski