okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> Jazda z prądem

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Rower w mieście >> blaski i cienie cykloelektromobilności


Jazda z prądem

Marek Rokita
Rowery elektryczne są z wyglądu coraz podobniejsze do tradycyjnych. W tłumie można je przeoczyć
Jedni uważają go za rower przyszłości, który poszerza możliwości i czyni świat piękniejszym dla każdego. Inni twierdzą, że to forma zdegenerowana, która sprzeniewierza się samej idei roweru jako pojazdu napędzanego siłą ludzkich mięśni. Rowery elektryczne dzielą cyklistów, ale jedno pozostaje bezdyskusyjne – jest ich coraz więcej, a to dopiero początek.
 
Czy jesteśmy przygotowani na inwazję cykloelektromobilności? Czy zdajemy sobie sprawę z korzyści i zagrożeń? Czy nasze prawo i infrastruktura są przygotowane na rosnącą liczbę elektryków na drogach? Zarówno piewcy e-bike’ów, jak i ich krytycy często posługują się stereotypami. Ogólnie można powiedzieć, że pierwsi nie widzą minusów i nie dostrzegają zagrożeń, natomiast drudzy zwykle albo myślą kategoriami wysportowanego trzydziestolatka, który nigdy nie będzie stary lub chory, albo w ogóle nie rozumieją, czym rower elektryczny jest.
W Polsce rower elektryczny to wciąż rzadkość i może właśnie dlatego sporo osób sądzi, że jest to coś w rodzaju motoroweru z pedałami. Że można nim jeździć, w ogóle nie poruszając nogami. Tymczasem nie wystarczy wyposażyć pojazd w pedały, by mógł zostać uznany za rower. Napęd elektryczny w e-bike’u potęguje siłę mięśni, lecz kręcić wciąż trzeba. W większości modeli siłę wspomagania można regulować. Od 2011 roku w ustawie Prawo o ruchu drogowym pojawił się zapis definiujący rower jako „pojazd o szerokości nieprzekraczającej 0,9 m poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem, [który] może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny”. Bardzo istotne jest to, że ściśle określone są parametry silnika. Napięcie prądu zasilającego nie może być zatem wyższe niż 48 V, a znamionowa moc ciągła nie większa niż 250 W. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Marek Rokita