okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2018 >> 7/2018 >> Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Reportaż >> historie z rowerem w tle


Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom

Krzysztof Story
Historie zbierałem wszędzie. Od wielkich miast po najmniejsze wioski
Na Polskę trzeba mieć pomysł. Jechać daleko można tak po prostu. Ale żeby przejechać własny kraj, samemu się do tego zachęcić – trzeba mieć pomysł. 
 
Wymyśliłem – objadę kraj, a w każdym mieście i wiosce odwiedzę ten sam adres. Wybiorę ulicę, numer domu. Zapukam do nieznanych drzwi, porozmawiam, będę zbierał historie. Sprawdzę, jak wygląda Polska za drzwiami. Polska zwykłych ludzi. Środek transportu? Oczywiście rower!
Umówmy się: pomysł był wariacki. Pukać do obcych ludzi? Rozmawiać z nimi, pisać o tym? O czym w zasadzie? Przecież oni mogą nie mieć nic do powiedzenia, nie wiem, na kogo trafię. Ale zagnieździł mi się w głowie tak, że musiałem spróbować. Przejrzałem listę najczęściej występujących ulic w kraju. Wybrałem jedną – było ich ponad dwa tysiące na całą Polskę. Rzuciłem kostką. Numer 3. Dobrze, będę pukał pod trójki.
Wszyscy pytają: jaki to był adres? Dziwne pytanie. Przecież z założenia przypadkowe były tak adres, jak i jego mieszkańcy. Dla mnie ważniejsze było, kogo spotkam. 
Szczerze, bałem się. Starałem się przygotować. Spakowałem sakwy, przygotowałem rower – na tym się znam. W notatniku zapisałem 46 pytań otwierających rozmowę. O czym marzysz? Z czego jesteś najbardziej dumny? Cofnąłbyś czas, gdybyś mógł? Jakim chciałbyś być zwierzęciem? 
Była jedna rzecz, której nie mogłem przewidzieć, na którą nie mogłem się przygotować – że ludzie mi nie otworzą. Nie będą chcieli ze mną rozmawiać, opowiadać o sobie obcemu facetowi. Brudnemu, zakurzonemu, z drogi. Po prostu zatrzasną mu drzwi przed nosem. Powiedzą: „Nie, dziękuję”. Mogło tak być. 
4 lipca wyruszyłem z rodzinnego Wrocławia. Pierwsze drzwi były w Brzegu. Stresowałem się bardziej niż na maturze, odpalałem jednego papierosa od drugiego. Domofon (ach, jeszcze domofon trafiłem na pierwszy raz, o ileż łatwiej byłoby po prostu zapukać do drzwi) naciskałem bardzo niepewnie.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Krzysztof Story