okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2018 >> Wiało jak w Kieleckiem

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Góry Świętokrzyskie


Wiało jak w Kieleckiem

Paweł D. Domański
Bazylika na Świętym Krzyżu
Wspólnie z paczką rowerowych znajomych kilka razy do roku spotykamy się gdzieś na szlaku, w różnych miejscach kraju. Tym razem Wódz rzuca hasło: Góry Świętokrzyskie. „Let It Be” – jak śpiewali The Beatles. 
 
Góry Świętokrzyskie wygrały z kilku przyczyn. Kielecczyzna znajduje się relatywnie blisko Warszawy, z okolic której pochodzimy. Teren jest mocno zróżnicowany, zarówno pod względem poziomicowym, jak i nawierzchniowym. Krajobraz kulturowy cechuje się bogactwem. Zatem poza potem i zmęczeniem, zobaczymy tam również coś ciekawego. I co najważniejsze, jeszcze tam rowerowo z naszą drużyną nie zawitaliśmy.
Bazę naszego weekendowego wyjazdu zakładamy w Nowej Słupi. Patrząc na mapę, lokalizacja ta jawi nam się jako idealna. Leży praktycznie w centrum najciekawszych miejsc. Znajdujemy nocleg w starej, drewnianej chacie. Trochę mimo uszu puszczamy słowa właścicieli, że już trochę po sezonie i budynek ogrzewany nie jest. Ale co tam. Przecież mamy mieć złotą polską jesień.
Uczestnicy objazdu powoli zjeżdżają się w czwartkowy wieczór. Co poniektórzy w ostatniej chwili wrzucają do bagażnika śpiwory. Okazuje się, że budynek rzeczywiście nie dysponuje ogrzewaniem, ale czeka na nas rozpalony kominek i zapas drewna. Zatem przynajmniej z ewentualnym zimnem sobie poradzimy.
W piątkowy poranek świeci słonko, a temperatura szybko wzrasta. Opadów na horyzoncie brak. Jakoś nikt nie patrzy na dalszą cześć prognoz – szczególnie na strzałki związane z wiatrem. A powinien. Przecież jesteśmy na Kielecczyźnie, a znane porzekadło brzmi: „Wieje jak w Kieleckiem”. Trasa na pierwszy dzień rzucona jest bardzo ogólnie. Święty Krzyż, Święta Katarzyna, Bodzentyn, a potem… Potem się zobaczy.
Tym samym na początek mamy kilkukilometrowy gradient dodatni. Mniej lub bardziej mozolnie wspinamy się, każdy swoim tempem, na szczyt Świętego Krzyża. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Paweł D. Domański