okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2018 >> Biba na rowerach

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> z Poznania do Wolsztyna


Biba na rowerach

Jacek Gut
Gabryś w swoim ,,dyliżansie" – Skansen Budownictwa Ludowego w Wolsztynie
Jako rowerowe zakrętasy chcieliśmy w nieco przewrotny sposób uhonorować piąte urodziny naszego malca. Nie zaproponowaliśmy mu wyjścia do którejś z reklamowanych krain zabawy, odsunęliśmy też na bok swoje turystyczne ambicje i spróbowaliśmy wejść w głowę pięciolatka. Dla ludzi przed i po pięćdziesiątce to nie lada wyzwanie.
 
Nie chcieliśmy więc pedałować po miejscach, które my chcemy zobaczyć, lecz po takich, które interesują jego. Tym razem to Gabryś był tym, pod kogo dopasowaliśmy całą strategię i logistykę wycieczki. 
Kto ma w domu pięciolatka, wie, że dla wielu malców w tym wieku świat koncentruje się wokół wozów strażackich i ciuchci. Stąd pomysł urodzinowego rajdu do krainy kolejek i pożarnictwa. Czyli, mówiąc po poznańsku – biba na rowerach.
Startujemy z Poznania rankiem, dokładnie w dniu piątych urodzin pasażera, którego załadowaliśmy do przyczepki. Pierwsze cele – Borówiec i Wolsztyn. Dlaczego tam? Bo tam jest wszystko to, co uwielbiają mali chłopcy. Ale po kolei...
Z serca Wielkopolski jedziemy na południe przez Tulce i Gądki do Borówca. Tu pierwszy postój. W niepozornym budynku, miejscu jeszcze nie do końca spopularyzowanym, co bardzo nas dziwi, na powierzchni 250 metrów kwadratowych stworzono największą w Polsce makietę kolejową. Raj dla małych smyków. 20 pełnych składów pociągów, będących w ciągłym ruchu. Najdłuższy ma sześć metrów! Oświetlone kolejki, domy, semafory, samoloty, mosty, tunele, kanał rzeczny z barkami, wyciąg górski i – jak zauważył Gabryś – nawet wesołe miasteczko. Parowozy wyposażone w generatory dymu i dźwięku. Ponad 1300 metrów szyn! Wrażenia piorunujące. Powiększone źrenice Gabrysia to rekomendacja tego miejsca. Jest jednak małe ,,ale”: niczego nie można dotykać. I jak to wytłumaczyć małemu bzykowi? 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Jacek Gut